Legendy z Ojcowa

 

 

 JASKINIA ŁOKIETKA

 

 jaskinilokietka

 

Jak wiele innych jaskiń, grot, czy zamków owiana jest legendą, która głosi, że setki lat temu ukrywał się w niej Władysław Łokietek (król Polski) przed pościgiem Wacława II (króla czeskiego). Polskiemu królowi udało się zmylić wroga, gdyż ogromny pająk utkaną pajęczyną zasłonił otwór - wejście do jaskini.

 


 

SZCZEBRZYC I WITYSŁAWA

Za panowania Bolesława Krzywoustego w Polsce, w północnej od Ojcowa stronie wznosił się wspaniały zamek, Ogrodzieńcem zwany, którego szczątki dziś jeszcze widzieć można. W tym to zamku mieszkała cudnej urody, ale smutna dziewica, imieniem Witysława. Dawno już umarł był jej ojciec, a po zgasłej niedawno matce jeszcze łez nie osuszyła i nieusposobioną się czuła do szczęścia, jakie stać się miało jej udziałem przez zaślubienie wybranego przez matkę a ukochanego przez nią rycerza, Piotra Szczebrzyca. Matka na łożu śmiertelnym rękę jedynaczki z ręką młodzieńca złączyła, zostawiając dzień zaślubin woli dziewicy. Na czas, zanim dzień ten nastąpi, naznaczyła opiekunem Witysławie brata swego Skarbimira, wojewodę krakowskiego i hetmana królewskiego. Na nieszczęście matka mało znała serce brata. Był to człowiek hardy, popędliwy i okrutny; dla śmiałości swej i odwagi długo był w łaskach u króla, lecz z powodu popełnionych nadużyć stał się panu swemu niemiłym, a dla poddanych nieznośnym. Pędząc żywot swój najczęściej w obozie, rzadko odwiedzał siostrę w jej Ogrodzieńcu. Nie dla serc takich lube rodzinne związki. Przed pół rokiem przecież, na kilkakrotne wzywanie siostry, zjechał na zamek z licznym orszakiem. Przedstawiła mu nadobną swą córkę, którą widział, gdy dzieckiem jeszcze była i poleciła ją w gorących słowach jego opiece, mówiąc: „Już nie ma ojca, wnet i matki mieć nie będzie, wy, bracie, ojcem i matką jej bądźcie”.

Wysłuchał Skarbimir słów tych z pozornym współczuciem, a na dziewicę z coraz większym spoglądał zajęciem. Nęciły go urocze i niewinne wdzięki Witysławy, jakich nigdy na wyprawach wojennych nie widział, i nie bacząc na pokrewieństwo, gorącą ku niej zapałał miłością. Nie zwierzył się przecież z tym dziewicy, nie wyjawił matce, lecz cierpliwie zgonu jej wyczekiwał. I nie długo na niego czekał: matka wkrótce potem przeszła do wieczności. Niebawem Witysława wyprawiła gońca do wuja z smutną dla siebie, lecz wesołą dla niego wieścią. Dołączona była do niej wiadomość o wyborze przyszłego małżonka i prośba do opiekuna i wuja, aby jak najprędzej przybył do Ogrodzieńca.

Skoro Skarbimir wieść tę w obozie otrzymał, zapomniał o obowiązkach hetmana i lotem strzały przybył do Ogrodzieńca. Zastaje Witysławę tonącą we łzach nad grobem matki, a nie zważając na świętość miejsca i majestat śmierci, miłość jej swoją oświadcza. Mówi o swej władzy i o prawach swoich, a gdy dziewica odmawia żądaniom jego, wybierać każe śmierć albo spełnienie woli jego. Dziewica truchleje, lecz śmierć przenosi nad złamanie słowa danego oblubieńcowi. Skarbimir porywa ją z rodzinnego Ogrodzieńca i uwozi do zamku w Ojcowie, który pod jego był strażą. Szczebrzyca w kajdany okuć każe. Używając rozmaitych sposobów do zniewolenia Witysławy, śmierć chce zadać oblubieńcowi, jeżeli woli jego nie ulegnie.

Wtem niespodziewanie, jak grom niebieski, wpada do zamku dzielny Krzywousty na czele zbrojnych, bo już był w gniewie na Skarbimira. Przyłapawszy go na tym nowym bezprawiu, wyrzuca mu, iż ufny w jego łaskę, więcej sobie niż król pozwala. A gdy dumny wojewoda hardością więcej gniew króla rozjątrza, nakazuje mu tenże wyłupić oczy, odbiera buławę hetmańską i województwo, a dla wiecznej pamięci zbrodni i przestępstwa jego, poniża odtąd wojewodów krakowskich i kasztelanom przed nimi daje pierwszeństwo. Nieszczęsnych kochanków bierze pod swoją królewską opiekę. Przerażona doznanymi ciosy trwożliwa Witysława chce wstąpić do klasztoru; prośby jednak oblubieńca i nalegania króla zmieniają jej zamiary. Łączy ich wiecznym węzłem Krzywousty, zamek Ojcowski nadaje, a oni wdzięczni Niebu za doznana opiekę, stawiają w bliskości klasztor i kościół, który istniał do wojen szwedzkich i w 1654 złupiony i spalony został.

 (według Klementyny Tańskiej)

 


 

 

boleslawkrzywousty

 

ODMIANA POWYŻSZEGO PODANIA

Żył na Grodzisku stary pan, mający lat 80. Siostra jego, matka trzech nadobnych córek, mieszkała w zamku Ogrodzieńcu. Z jedną z tych córek, Wichtecką (Witysławą) chciał się wuj jej żenić, lecz ta go nie chciała, gdyż miała oblubieńca w Krakowie, podobno królewskiego syna, imieniem Cebrzyca (Szczebrzyca). Gdy wuj od Wichtecki doznał odmowy, przepłacił klucznicę czyli jakąś starą babę, którą przebrał za pątniczkę, jakoby powracającą od Ojca św. Baba nakupiła dużo medalików, krzyżyków i innych świętości i pod pozorem pątniczki dostała się do zamku. Panny przyjęły ja gościnnie i przenocowały. Przybrawszy pozór świątobliwej niewiasty, nuż namawiać panny, aby do klasztoru wstąpiły. Gdy panny na to się zgodziły, wywiodła je baba na drugi dzień pod las, blisko Wolbromia.

Uprzedzony o tym wuj panien, wysłał tam naprzód swe wojsko. Lecz i panny bez oddziału wojska nie wyjechały. Gdy się wojska zetknęły, zaczęły bój, a wśród niego przebrana pątniczka pochwyciła Wichteckę, która jej w swej obronie nos ugryzła. Gdy się to dzieje, nadjeżdża Cebrzyc z swoim oddziałem, wracający z Krakowa do Ogrodzieńca i walka zaczyna się na nowo. W tej walce wyginęli wszyscy rycerze tego z Grodziska, a ostał się tylko jeden, który ze smutną wiadomością do pana swego przybył. Ten zebrał nowe wojsko i na plac boju wyjechał. Przepłaceni przez niego słudzy dostali się lochami do zamku Ogrodzienieckiego; panna uciekłszy aż do piątego pokoju i zaparłszy drzwi ocalała, Cebrzyca zaś pochwycono, w kaplicy w łańcuchy okuto i straż dla bezpieczeństwa przy nim postawiono. Nieszczęśliwy więzień prosił stróżów, aby go na wolność puścili lecz ci, z obawy przed panem swoim, tego nie uczynili.

Znalazła się przecież krewna Wichtecki, dobra pani, która ze skargą podążyła do Ojcowa, do króla. Ten udał się niezwłocznie z wojskiem do Ogrodzieńca, Cebrzyca z kajdan uwolnił, a tego pana z Grodziska podobno powiesić kazał. Klucznicy zaś owej, która panny do klasztoru namawiała, oczy wyłupili, aby więcej nie kusiła. Cebrzyc zaś ożenił się z Wichtecką i żyli sobie.

(S. Ciszewski)

 


 

ŚLADY

Na zamku Ojcowskim mieszkał król, który miał konie „wspacki” (odwrotnie) podkute. Gdy więc jechał do zamku pozostały ślady podków, jakoby z niego wyjeżdżał, gdy zaś wyjeżdżał, zdawało się, jakoby jakoby do niego podążał. I tak zawsze wrogów w niepewności zostawiał.

 

rycerzprzedzamkiem 

 


 

BECZKI

W czasie wojny szwedzkiej załoga zamku mało miała zapasów żywności. Powywracali więc beczki do góry dnami i posypali na wierzch kaszy. Gdy się Szwedzi do zamku dostali i beczki pełne zobaczyli, mówili do siebie: „Gdybyśmy tu siedem lat leżeli, to ich nie weźmiemy, bo oni tyle jeszcze jedzenia mają.” I odstąpili.

(S. Ciszewski)
 

 

O SKALE GOLANCE (ŁYSICY)

Dawnymi czasy mieszkał przy tej skale kmieć, nazwiskiem Golanek. Po stracie żony i trzech synów, została mu tylko jedna córka, imieniem Jadwiga. Piękna, cnotliwa i pobożna, tkliwa jak pienie słowika, była podporą i jedyna pociechą ojca. Głos jej i uśmiech rozweselały życie stroskanego ojca, w niej znajdował całe swoje szczęście.

Szesnasty już roczek kończyła Jadwiga, ale uczucie miłości w jej sercu jeszcze nie postało, bo ona kochała dziecinną miłością jednego tylko ojca. Wielu młodzieńców starało się posiąść jej serce i rękę, lecz zabiegi ich były daremne.

Dnia jednego siadła na skale, nucąc swe pieśni. Wtem słyszeć się dają odgłosy trąb i szczekanie psów myśliwskich.. Przerażona dziewica odwraca się i widzi u nóg swych młodego rycerza szlachetnej postawy, który pozbawiony broni, ucieka przed rozjuszonym turem. Widząc niebezpieczeństwo w jakiem się sama i rycerz znajdują, chwyta bez namysłu głaz i trafnym rzutem zabija tura.

Rycerz, zawdzięczający Golankównie swe życie, zapala się ku niej, wyznaje swą miłość, a pozyskawszy wzajemność, zabiera ją wraz z ojcem do swych rodziców, gdzie ich z całą wspaniałością przyjęto, i dzień ślubu naznaczono.

(według O. Kolberga)

 

 


 

 

 

 
tur 
 
 
TUR
 
Między Korzkwią a Grębienicami leży na polu odosobniony głaz wielkich rozmiarów, zwany przez lud Turkowcem. Może jest to ten sam głaz, którym Golanka zabiła tura.

 

 

 

KOPUŁA ALBO POPIERSIE WREBORZA

Jadąc z południa drogą od Januszowic ku Korzkwi, spotykamy po prawej stronie skałę, na której jakoby ręką ludzką wykute, daje się widzieć popiersie rycerza. Lud nazywa te skałę „Popiersiem Wreborza”, albo „Kopułą”.

Tu, pod tą skałą, schodzili się młodzi kochankowie, urocza Helena i rycerz Wreborz. Oboje miłością ku sobie pałający postanawiają dozgonnym połączyć się ślubem. Lecz rodzice Wreborza inną dla niego przeznaczyli dziewicę. Ukrywa więc młodzian czas pewien ukochaną dziewice w tym miejscu, w nadziei, że zmiękczy serce ojca i otrzyma pozwolenie jego na ślub z Heleną. Daremne jednak były nadzieje jego. Ojciec niezłomny w swym postanowieniu zmusza syna do połączenia się z inną. Dowiedziawszy się o tem, Helena opuszcza dom rodzicielski i do skał tych przybiega. Na próżno matka pędzi za nią, błaga i zapewnia, że potrafi zmiękczyć opór ojca; nie słucha Helena, rzuca się z niej i na zawsze przerywa dni swoje.

Gdy się to na skale dzieje, ojciec w domu ulega prośbom Wreborza i na związek z Heleną zezwala. Pędzi więc Wreborz czym prędzej do skały lecz – niestety za późno, gdyż martwe i rozbite ciało Heleny leży już u stóp opoki.

Zrozpaczony młodzieniec kończy także dni swoje u stóp kochanki i oboje w jednej złożeni mogile. Odtąd w bliskości tej skały usycha wszelka roślinność.

Powiadają, że do tej skały była niegdyś od strony zachodniej przybudowana kapliczka przez rodzinę nieszczęśliwych kochanków, na zgładzenie w obliczu Niebios ich winy. Nie ma dziś śladu tej kaplicy, zostało tylko na skale niejako wyobrażenie popiersia Wreborza, ręką natury wykute. Wierzchołek skały służyć miał niegdyś za kopułę kapliczki i stąd jej nazwa.

(według pieśni ludowej)
 

 
 
 
 kochankowie
 
 
 
ŁASKAWIEC

Dawnymi czasy władał tu u tej skały pan bardzo skąpy, który gnębił i jak mógł obdzierał swoich poddanych. Który zaś ze sług wiernie mu służył dniem i nocą, tego chojnie wynagradzał, pozwalając mu przez dwa lata siać po trzy garnce jęczmienia na wierzchołku skały, wśród kamieni i piasku. Nie pragnął wyzysku i przeznaczał dla siebie tylko czwarta część zbioru. Jednego roku jęczmień dobrze obrodził i wydał z trzech garncy aż pięć. Chłopek nieszczery twierdził, iż ledwo cztery garnce się zbiorą. Niedowierzający temu pan idzie sam na pole, liczy kłosy i ziarna w nich, a gdy się zbliża do kraju skały, aby już ostatni obliczyć kłos, spada z niej i traci życie na miejscu. Uwolnieni od skąpego dziedzica ludzie, uważali to za łaskę Nieba i skałę Łaskawcem nazwali.

( według O. Kolberga)


 

PILARZOWA SKAŁA

Lud opowiada, że u tej skały mieszkał niegdyś jakiś Tracz, który będąc czarownikiem, różne sobie czynił igraszki z diabłami i do posłuszeństwa ich sobie zmuszał. Zniecierpliwieni diabli, chcąc się zemścić, pochwycili go pewnego razu i oddali pod sąd samego Lucypera. Ten rozkazał go wzdłuż i wszerz przepiłować. Biorą się więc szatani do roboty i dwie piły na krzyż przełożyli. Spostrzega zgraja nienawistny dla nich znak krzyża, ucieka na wszystkie strony i Tracza od okrutnej śmierci uwalnia. Ocalony od piekła, siadł Tracz na osła i pojechał do Palestyny, aby tam za swe winy pokutować. Lud skałę z tego powodu Pilarzową nazywał.

(według O. Kolberga)

 

pila

 


 
 
 
O PUSTELNICY

Kiedy Klementyna z Tańskich Hofmanowa zwiedzała Ojców w r. 1824, jeden z przewodników opowiadał jej następującą legendę.

Już będzie temu z lat pięćdziesiąt, kiedy ludzie zaczęli gadać, jakoby w Królewskiej Jaskini coś przemieszkiwało. Różni różnie mówili; jedni, że to złe licho, drudzy, że to dusza pokutująca, inni wreszcie, że złodzieje. Nareszcie dwoje dziatek rybaka, utrzymującego pstrągarnię, przybiegło do matki, opowiadając, że biegali po skałach i ujrzeli niedaleko jaskini prześliczną pannę. Zlękli się jej naprzód, lecz ona łagodnym głosem przywołała ich do siebie, wypytywała o matkę i ojca, słuchała ich pacierza i darowała po obrazku.

Dzieci, wróciwszy do matki, opowiedziały, co widziały, pokazały obrazki, a matka, spojrzawszy na nie, poznała wyobrażenie św. Salomei. „Wielki Boże”, krzyknęła, „a to pewnie wam sama św. Salomea się objawiła, boć pustelnia jej stad niedaleko”. I dalejże poczęła chodzić od kumy do kumy i wnet wieść się rozniosła, że św. Salomea, ona wielka Polski patronka, tu przyszła, zwiastując coś złego albo coś dobrego. Jedni wierzyli, drudzy nie wierzyli, znalazło się przecież dużo ciekawych, którzy się podkradali, aby to cudo zobaczyć. Nikt jednak tego nie mógł dokazać, gdyż pustelnica spostrzegłszy ciekawych, czym prędzej znikała za drzewami i skałami. Raz tylko udało się pewnemu pastuszkowi przyjrzeć jej dobrze, gdy bardzo wczesnego poranku zbierała jagody w lesie. Miała być słusznego wzrostu, przecudnej urody i jak śnieg biała.

Odtąd nikt jej już nie widział oprócz dzieci, nie tylko owego rybaka, ale i całego Ojcowa. Wynalazła dolinę dosyć obszerną między skałami, gdzie jej znikąd widać nie było, zasadziła sobie ogródek i tam dzieciom przychodzić kazała. Uczyła ich pacierza i katechizmu, a starszym dawała książki do czytania. Mówiła łagodnie i mile, napominała, aby były dobre, kochały Boga i szanowały rodziców. Prosiła je, aby starszym powiedziały, iżby jej nikt drogi nie zachodził, bo ona żadna święta, owszem grzesznica, nic nikomu uczynić nie może, gdyż sama nic nie ma, że jest bardzo nieszczęśliwą i pragnie, aby nikt o niej nie wiedział i aby tu umrzeć mogła spokojnie.

Gdy się potem dowiedziano, że to ani duch, ani żadna święta, lecz jeno jakieś nieszczęśliwe i pobożne paniątko, matki zaczęły przysyłać jej różne rzeczy do jedzenia, jak to: chleb, masło, ser, które zjadała z wielkim apetytem, gdyż dotąd żywiła się tylko jagodami i owocem leśnym.

Minęło lat kilka, gdyż i zimy przebywała tu nieboga; aliści przyszła wieść, że sam król Stanisław August Ojców zwiedzać będzie i że dla niego jaskinię oczyszczą i oświetlą. Skoro się o tym pustelnica od dziatek dowiedziała, usunęła się z tych stron i dłuższy czas o niej słychać nie było. Wróciła potem, ale blada i słaba; dzieci już do siebie nie wabia, mówić z niemi nie mogła, bo jej dech zapierało. Gdy nastały pierwsze mrozy, jeszcze bardziej zasłabła i przez kilka dni nikt jej nie widział. Zaczęto wiec szukać: szukały dzieci, szukali starsi, lecz nigdzie jej ani śladu. Posmutnieli więc wszyscy, bo ją w Ojcowie pokochali. Wkrótce potem wieść przychodzi z Krakowa, że do bram klasztoru PP. Bernardynek ktoś po północy słabuchno zadzwonił. Przebudziła się furtianka, lecz sądząc, że to sen, bramy nie otworzyła. Nazajutrz dopiero po otworzeniu furty znaleziono leżącą bez duszy młoda kobietę w szarym habicie: była to nasza biedna pustelnica.

PP. Bernardynki bardzo się zafrasowały. Dano znać do urzędu, przyszli różni panowie, ale nikt jej nie poznał. Przyjechali także do Ojcowa, przetrząśli wszystko i jaskinię i ogródek i jej książki, ale z tego wszystkiego nic wywnioskować nie mogli. Imię, nazwisko i pochodzenie jej dotąd nikomu nie wiadome. Chciała ona zapewne wyznać wszystko przed zakonnicami, lecz śmierć z zimna i niewygód zamknęła jej usta. Pochowano ją uczciwie, nie wiedząc kogo i do dziś dnia nikt nie wie, kto ona była. Mówią, że jedna tylko Pani z Pieskowej Skały ja znała, i że tam czasem chodziła pustelnica, lecz i ta umarła, nie powiedziawszy nic nikomu. Lud sobie gwarzył, że to musiała być jakaś księżniczka, a stare kobiety szeptały, że ją jakaś miłość nieszczęśliwa do pustelniczego życia przywiodła.

 

pustelnica 

 

 


 

 

 

Ciekawe miejsca w Ojcowie

 

 

 

Jaskinia Łokietka


Jedna z najbardziej znanych i kojarzonych polskich jaskiń.
W roku 1927 oficjalnie została uznana za zabytek stanowiący jedną z głównych atrakcji turystycznych OPN.

"Jaskinia ta znana tu jest pod trzema, nazwiskami: grotą Czajewską nazywa się dlatego, że leży na gruntach   wsi    Czajowic,    należącej  do klucza   Ojcowskiego;  grotą  Łokietkową zwą  ją ludzie od przechowującego się po dziś dzień podania, jakoby w niej ukrywał  się król Władysław Łokietek, uchodząc przed Wacławem, królem czeskim, a wlaściwie przed Ulrychem Boskowiczem, namiestnikiem krakowskim i sandomierskim, któremu schwytanie króla polskiego było poruczone.  Dziać się to musiało w latach pomiędzy 1297 a 1306 r., gdyż w tym roku Wacław umiera a Władysław obejmuje tron polski. Trzecią nazwę Królewskiej zawdzięcza jaskinia odwiedzinom Stanisława Augusta, króla pols.,którego tu przyjmowano nader wspaniale,  podczas podróży jego z Krakowa w r. 1787.

Przystęp do groty stanowi wąska rozpadlina skalna, 30 m. długa z góry otwarta i gałęziami zarośli ocieniona. Wszedłszy do wnętrza ,  widzimy  na prawo obszerny korytarz; prowadzi on do obszernej komory, przeszło 50 m. długiej,  20 m. szerokiej i 6 m. wysokiej. Z niej przez ciasny przesmyk na lewo dochodzimy do drugiej sali i do wąskiego przejścia, opatrzonego u góry otworem, który przewodnicy nazywają kuchnią Łokietka. Idąc dalej , trafiamy na miejsce, gdzie schody prowadzą w dół  do bardzo  obszernej  komory, jakby do świątyni. To miejsce przewodnicy uważają  za właściwe schronienie Łokietka; pokazują tam  nawet  jego   łoże.

Jaskinie tę, jak  i  kilka   innych, zwiedzali i badali w latach 1870 i 1871 Jan hr. Zawisza i prof.  Gotfryd Ossowski. Znajdywali oni tu pod gruzowiskiem   odpadłych  od  sklepienia głazów i pod stalagmitami mnóstwo kości  niedźwiedzia jaskiniowego, Szczególnie obfitą pod tym względem była komora dolna, dokąd mnóstwo tych zwierząt wpędził gwałtowny prąd wody, który potem   przez   niedostępne   dziś   ujścia   uchodził. Była więc ta grota legowiskiem niedźwiedzia jaskiniowego.Tu go zastał  kataklizm wielkich napływów wodnych i przez brak żywności i powietrza o śmierć  przyprawił. Kości jego dziś znajdowane, nie starte przez wodę i nie rozrzucone, czerepy i piszczele leżące  razem,  dowodzą,  że  tu na miejscu  śmierć  poniósł.  W  jaskini tej znajdują się tylko kości niedźwiedzia; nie ma  tu szczątków  jego zdobyczy, gdyż   niedźwiedź nie zanosi jej do legowiska, lecz na miejscu pożera lub zakopuje. Schroniskiem  człowieka w czasach   przedhistorycznych jaskinia ta,  zdaje się,  nie  była. Hr. Zawisza przy wejściu tylko, i to na powierzchni znalazł ślady pobytu  człowieka  z  daleko-nowszych  czasów."

 

lokietekpodojcowem 

 


 

 

Jaskinia Ciemna


Jaskinia ciemna położona jest aż 65m nad Doliną Prądnika. Jaskinia jest jednym z najważniejszych w Polsce zabytków archeologicznych,  badania dowiodły, że zachowały się tu pierwsze ślady człowieka pierwotnego sprzed ponad 125 tysięcy lat (!)
W Jaskini Ciemnej będziemy mogli zobaczyć w niej zrekonstruowane obozowisko neandertalczyków.

"Ciemna czyli Ojcowska grota.
U stóp grupy, zwanej Rękawicą, wznosi się czworościenna wysoka skała. Obok niej ścieżka prowadzi do groty Ciemnej,  zwanej także Ojcowską , ścieżka stroma i dość uciążliwa, po której wśród zarośli   dębiny i leszczyny dochodzimy do  niskiego  otworu  jaskini. Tym otworem, jakoby głównym, wprowadzają przewodnicy gości; dokładniejsze jednakże zbadanie pokazało, iż otwór ten  nie jest wejściem  głównym.  Znajduje się ono z prawego boku, na 2 m. od zwyczajnego wejścia, jest obszerne , lecz odłamami skał tak zawalone i tylko chyłkiem przejść je można. Jaskinia ta  pod względem wzniesienia nad poziom morza zajmuje drugie miejsce po górze Chełmowej. Dzięki temu, ze szczytu przedstawia się turyście najpiękniejszy widok na dolinę Ojcowską a nawet na dalekie Tatry.
Przez niski otwór, bo niespełna 1 m. wysoki, osłonięty przeciwległą skałą i zaroślami, wchodzimy do obszernej sali, z początku   ciemnej; wkrótce jednak rozjaśnia się, gdy przez otwór przenika dość światła. Sala ta bardzo obszerna (szeroka do 30 m. wysoka na  18  m.) ma do 80 m. długości. Wysokie, wypukłe sklepienie wzbudza w nas podziw. Panuje tu cisza tajemnicza; przerywa ją tylko cichy szmer kropel wody ściekającej ze sklepienia na kamieniste dno. Szelest ten jednak  nie  razi  ucha;  wydaje się,  iż wahadło zegara liczy na sekundy czas, który tu spędzamy.  Przez niski korytarz wchodzimy do następnej sali, przedzielonej grubym filarem na dwie części, z których prawa jest większa, lewa mniejsza. Z tych sal przechodzimy do kilku niskich sklepień, które   prowadzą  do  mniejszych lochów , częścią  gliną  zawalonych; dostać się można do nich tylko na czworakach, ale, przewodnicy twierdzą,  że nikt się tam  jeszcze  nie zapuszczał. Krąży  podanie,  że w czasie najazdów tatarskich starcy, kobiety i  dzieci  przemieszkiwali tutaj przez dwa lata, Oni to pewnie chcąc sobie pobyt udogodnić,  oczyścili jaskinię z ziemnego namuliska  i  dlatego  zawiera  ona mało śladów zwierzęcych.
Jakkolwiek grota Ciemna jest rozmiarów znacznych i bywa bardzo często celem  wycieczek turystów,  nie  może się  jednak równać z grotą Łokietkową  ani  rozmiarami  anli rozmaitością  swej   konfiguracji."

 

 

jaskiniaciemna 

 


 

 

Jaskinia Nietoperzowa


Wnętrze jaskini stanowi wodospad naciekowy i kotły wirowe. Na przestrzeni setek lat prowadzone były w niej liczne badania archeologiczne, na których natrafiono między innymi na liczne kości zwierzęce (w tym mamuta), gliniane i kamienne naczynia, oraz znaczne ślady ludzi pierwotnych Homo Sapiens.
Jaskinia Nietoperzowa dzięki swemu naturalnemu, mrocznemu urokowi była wykorzystywana również w filmach takich jak "Ogniem i mieczem" J. Hoffmana i "Legenda o Św. Mikołaju".

 

jaskinianitoperzowa

 

 


 

Zamek Kazimierzowski

Historyczna budowla została wzniesiona przez króla Polski Kazimierza Wielkiego w XIV wieku.Tradycja głosi, że nazwa warowni, w swej pierwotnej formie brzmiąca Ociec, została nadana przez samego króla, na pamiątkę walki o tron krakowski jego ojca, Władysława Łokietka, który w okolicznych jaskiniach znajdował schronienie. Zamek został zastawiony za czasów Władysława Jagiełły, co miało związek z wydzieleniem starostwa ojcowskiego, dzierżawionego kolejno przez Szafrańców z Pieskowej Skały, Bonerów, Myszkowskich. W I poł. XVII wieku, zaniedbany i podupadły, zwłaszcza po potopie szwedzkim, kiedy był użytkowany przez Szwedów jako magazyn żywności i broni, przeszedł w ręce Korycińskich, którzy przystąpili do jego restauracji i rozbudowy.

 

 

zamkojcow 

 

Jest pod Krakowem, bardzo niedaleko

Dolina sławna strasznymi pieczary,

Na stromej skale, nad szumiącą rzeką

Czernieje tam zamek stary.

 

(Deotyma, Narz. w Ogrodz. IV, 2).

" Przeszedłszy mostek  na  Prądniku  za  hotelem Pod Łokietkiem dostajemy się w północną część parku a stąd po górzystej  dróżce  ku Białemu domkowi, skąd znowu pod lipami i grabami ocienionej grobli dojdziemy do niższej baszty. Przed nią był niegdyś most a może i zwodzony, prowadzący do wejścia baszty, zamykanej bramą, po której zawiasy dotąd się utrzymały.Most  wspierał się na trzech z wapienia  wzniesionych fundamentalnych słupach, które do dziś jeszcze istnieją. Do r. 1894 był tu jeszcze most tymczasowy,   który   przecież   przy   rozpoczętej restauracji zamku usunięty został a przepaść pod nim gruzem i kamieniami  zasypana. Po moście tym wchodziło się  przez ostrołukową bramę  do wnętrza mniejszej  baszty, gdzie po prawej stronie  widać do dziś  dnia jakoby kapiteliki murarskiej roboty; widocznie stał tam albo stanąć miał ołtarzyk, na wzór bram w starych miastach; Krakowie, Lublinie itp. Wnętrze bramy jest sklepione w stylu ostrołukowym,a, nad nim znajduje się tej samej co brama obszerności izba z dwoma oknami, jednym ku południowi, drugim ku zachodowi, z dwiema strzelnicami do ręcznej  broni i kominkiem. Do izby tej wchodzi się i dziś jeszcze po schodkach, drzwiami w zewnętrznym  murze.  Służyła  ona dawnymi czasy za odwach dla straży zamkowej, dziś zamieszkuje ją zawsze ktoś ze służby administracyjnej.
Dach miał pierwotnie kształt łamanej czworobocznej piramidy, później kształt kończastego stożka;   dzisiejszy,   płaski,  najnowszego   jest   pochodzenia. Wyszedłszy z bramy, widzimy przed sobą obszerny prostokątny dziedziniec. 

Niegdyś tu pewnie odbywały się rycerskie harce a piękne damy  z  górnych   okien   zamku   przyklaskiwały zwycięzcom i wieńcem darzyły najdzielniejszego. Niegdyś rozlegały się tutaj trąbki straży zamkowej i hasła halabardników: dziś dziedziniec trawą zarasta, wlecze się ślimak w wapiennej skorupie lub konik polny zaświerszczy. A zresztą cisza i pustka! Lecz fantazja podbudzona snuje obrazy barwne : przed jej oczyma powstają  rycerzów żelazo okuci i skrzydlaci husarzy,  co  szelestem swych skrzydeł rozpędzali nawały Tatarów i Szwedów. Na prawo od wejścia rozsypuje się w gruzy mur, którego wysokość sięgała dachu małej baszty a długość dochodziła do ściany zamkowej. Wsparty  silnymi  skarpami  od  strony  południowej wznosił się zamek na trzy piętra a pokryty był: podwójnym łamanym dachem.Czas i niedbalstwo zniszczyły go, chylił się coraz bardziej  ku  upadkowi i w r. 1829  zupełnie rozebrany został. Ocalały po nim szczątki murów, które z roku na rok w gruz się rozsypują.

Oprócz dość licznych komnat była tu i kaplica, jak świadczy o tym Adam Naruszewicz w djarjuszu podróży króla Stanisława Augusta w  roku 1787 odbytej. Pisze bowiem, iż Stanisław August  trzymał w tej kaplicy do  chrztu wraz z p. Ignacową  Załuską, starościną  zawistoską, wnuczek jej a córkę Teofila Załuskiego, kasztelana buskiego i żony jego, Honoraty z Stępowskich.
Długosz  także  już w XV wieku  wspomina o prebendarjuszu przy kaplicy w Ojcowie.

W środku dziedzińca mieści się studnia wykuta w skale, głęboka przeszło na 40 m.Po przeciwnej stronie zamku stały  kuchnie i inne zabudowania gospodarskie.       
Obszedłszy mury otaczające dziedziniec, dzisiaj po części w gruzach leżące, dochodzimy w północnym kącie po   niewielkim   wzniesieniu do wielkiej  ośmiobocznej  baszty z ciosowego kamienia wapiennego. Wznosi ona dumnie swe czoło na niedostępnej   skale, górujcej nad  całą doliną. Obejść ją można tylko od strony wschodniej i południowej, z zachodniej  i północnej  strony   stoi na niedostępnej opoce. Ponieważ  przy zaprojektowanym odnowieniu  baszty połowę  jej zrzucono do środka, przeto zawalono głazami  wnętrze baszty i wejście do niej zupełnie uniemożliwiono. Opiszę ją przeto taką, jaką widziałem  przed  rozpoczęciem   restauracji w  r. 1893.
Od    strony   wschodniej   znajdowało   się   dość wąskie. o okrągłym sklepieniu wejście, którym nie więcej jak  dwie  osoby  przejść  mogły. Tu grubość  muru basztowego dochodziła do czterech łokci. Dzisiaj, to wejście zarzucone głazami i wstępu do   wnętrza   niema.
Przeszedłszy korytarz  w grubym murze, znalazłem się w jednej okrągłej sali bez okna, zajmującej całe wnętrze baszty.Na przeciw wejścia znajdowały się w ścianie trzy sklepione zagłębienia. W prawym z nich były jeszcze półeczki, służyło więc    prawdopodobnie za apteczkę lub podręczne schowanko. Średnie zagłębienie, dwa razy obszerniejsze od prawego, mieściło kominek, a lewe, tejże wielkości co prawe, otwierało wejście do lochów podziemnych.  Było  ono już wtedy zawalone głazami, a według dawnego podania prowadzić miało aż do Pieskowej Skały (?)
Po lewej stronie ściany wznosiły się murowane schody, nie szersze nad łokieć, wiodące na  pierwsze  piętro.  Były one    zamaskowane cienką ścianką, której szczątki  widzieć się  jeszcze dały. Wyższe piętro już wówczas  niedostępne było gdyż ani podłogi ani belek  nie  było. Jakie było przeznaczenie dolnej sali, trudno dziś odgadnąć; służy chyba mogła, za więzienie lub na skład rynsztunku, ale nie na sień, gdyż żal by było tyle na nią poświęcić miejsca, i nie na mieszkanie,  gdyż okna nie było które by światło wpuszczało, a wąskie wejście także bardzo skąpo udzielić by go mogło. Ponad kominkiem dolnego piętra znajdował się na pierwszym piętrze kominek o tym samym, co dolny, wylocie  obramowany zręczną murarską robotą.
Pierwsze piętro oświetlone było jednym oknem a drugie dwoma. Na trzecim piętrze w każdej z ośmiu ścian było po oknie w kształcie  litery T, nad którymi widniały wyloty rynien, odprowadzających wody deszczowe z dachu.
Baszta cała u wierzchniego zrębu ozdobiona była zazębieniami, jakby koroną a pokryta dwukrotnie łamanym,później stożkowym,  gontowym dachem.
Ś.p. hr.Ludwik Krasiński zostawszy przez kupno właścicielem całego  Ojcowskiego klucza (r.1892) miał godne zacnego obywatela i magnata zamiary odrestaurować zamek według dawnego planu, jaki znaleziono w bibliotece Uniwersytetu Krakowskiego i umieścić  tu  muzeum wykopalisk Ojcowskich oraz fauny i flory tutejszej. Zwieziono już materiały, zapełniono nimi   cały   dziedziniec   zamkowy,   sprowadzono z Kielc ciosowe odrzwia  i futryny do okien. Podejrzewając ośmioboczną   basztę  o kruchość jej ścian, zdjęto  dach i zaczęto  zdejmować od góry istnie cyklopowe głazy prawie do połowy wysokości.    Nieszczęściem  -  niespodziewana śmierć hrabiego Ludwika (21 kwietnia 1895) nie pozwoliła  mu   spełnić   pięknego   zamiaru,   który dotąd oczekuje lepszych czasów na urzeczywistnienie.
Materiał  budowlany wywieziony  i zużyty został na poprawę drogi i odrzwia i futryny leżą dziś jako pastwa niszczejących   żywiołów, słońca, deszczu i mrozu,  a reszta  niezwalonej  baszty jak  pień zrąbanego dębu, sterczy nad doliną, smutny  niedbałości przedstawiając  widok. Zdarzyło mi się być na dziedzińcu zamkowym w czasie, kiedy włościanie zwożący kamienie spożywali obiad. Wdałem się z nimi w rozmowę, a gdy ta zeszła na basztę, te od nich  usłyszałem słowa z żalem wypowiedziane: ''Panie, myśmy tu od kołyski na tę basztę patrzali, bo ją zbudował nasz król Kazimierz, co lubił chłopów, a, dziś co mamy ? Pień zrąbanego  dębu! Gdyby nasz hrabia żył, byłoby tu inaczej"."

 


 

Góra Okopy


Góra Okopy wznosi się ponad 100 m. n.p.m. Jest to wzgórze zbudowane z wapieni, na którym rozciąga się ścieżka-szlak zwana Jaskinia Ciemna-Góra Okopy. Całe wzgórze jest doskonałym punktem widokowym na podkrakowskie wsie. Masyw porasta dziewicza roślinność, która dodaje uroku i zachęca do pieszych jak i rowerowych wędrówek. Poniżej najsłynniejszego punktu widokowego, jakim jest Wapiennik możemy dostrzec otwór dużej jaskini zwanej Jaskini Okopy Wielka Dolna. Baczniejsi zwiedzający dostrzegą na Wzgórzu Okopy pozostałości wałów niegdyś tam znajdującego się grodu obronnego, który został wybudowany na przełomie XII i XIII z późniejszymi renowacjami.

"Gra Okopy i Jaskinie pod Okopami.
Minąwszy budynek, zwany Redutą, w którym się mieści administracyjna mleczarnia, ujrzymy po lewej stronie Prądnika bardzo stromą, gliniastą  drogę, prowadzącą  do Smardzowic. Wszedłszy po niej prawie aż do jej końca, zboczymy ścieżeczką,  przez zarośla na prawo i wkrótce staniemy wobec ogromnego skupienia skał wznoszących się prawie nad samym Prądnikiem, na 150 m. nad poziom: doliny. Skaliste to zgrupowanie stanowi rodzaj płaskowzgórza, wspartego od północy,  zachodu i południa nagimi, prawie prostopadłymi ścianami, od wschodu zaś łączy się  falisto z  płaszczyzną  pobliskiej wsi Smardzowlce.

Płaskowzgórze to, nazwane Górą Okopów przedstawia bardzo interesujące, a nieźle zachowane resztki jakiegoś przedhistorycznego obwarowanego okopu. Dwa potężne, równoległe do siebie wały zaczynają się w stronie północno-wschodniej a kończą przy wąwozie Smardzowickim.
W pośrodku przerywa się wał i stanowi wyjście na okoliczne pola. Między wałami znajduje się fosa różnej głębokości. Liczne znajdywane po polu i w kretowinach wyroby ręki  ludzkiej świadczą, że miejsce to było w czasach okresu kamiennego  obronnym siedliskiem ludzi.Trudno jednakże dać na  piśmie dokładny obraz tego obozowiska, przeto ciekawemu turyście radzimy   najlepiej   osobiście rozpatrzeć się na miejscu.
Potężne  to  obnażenie  mieści w sobie  5 jaskiń. Najwększa z nich jest:

1. Jaskinia  Wielka pod  Okopami do 70 m. długa, z wspaniałym wejściem, na kilkanaście metrów wysokim a kilka szerokim, widzialnym z bardzo wielu miejsc.  Obszerna ta i widna jaskinia posiada po lewej stronie wejścia olbrzymie okno, utworzone   przez   oberwanie   się   wielkich   odłamów skalnych, leżcych dziś na namulisku.
Pan Czarnowski, który tę jaskinię w latach 1895 - 98 rozkopywał znalazł właśnie pod tym  oknem, w jamie  bocznej, 2,5 m.  szerokiej a 5 m. długiej, na głębokości kilkunastu centymetrów naczynie gliniane z monetami srebrnymi w liczbie 116. Były to przeważnie denarki  królowej Ryxy i syna jej  Kazimierza I (1040-1058) a także 26 denarków Sieciecha, możnowładnego wojewody za Władysława Hermana. Że zaś panowanie  tego  króla  przypada  na lata między 1077 a 1095,  przeto i wykopalisko do tych samych lat odnieść można. Pod ścianami jaskini znajdowało się na pół  metra  pod  namuliskiem 11 ognisk, z których jedno, 14 m. długie, przytykało do prawej ściany. Przy tych ogniskach znajdowało się mnóstwo kości  zwierzęcych,  po części łupanych, oraz wiele wyrobów ręki ludzkiej, krzemiennych, kościanych i  glinianych. Kilka siekierek kamiennych, gładko szlifowanych wskazuje, że jaskinia zamieszkaną była w okresie neolitycznym.


2. Jaskinia górna pod okopami znajduje  się w tej samej skale co Wielka, lecz jest bardzo trudno dostępna. Dostać się do niej można jedynie przez płaskowzgórze, idąc przez las ścieżką do drugiej rozpadliny skalnej a spuściwszy się między zaroślami  kilkadziesiąt kroków na dół, znowu wspinać się trzeba o kilka metrów w górę ponad głęboką przepaścią, po stopniach, które p. Czarnowski w skale wykuć kazał.
Jaskinia, ta stanowi korytarz, miejscami 2-5 m. wysoki, około 35 m. długi a 1-3 m. szeroki. Przy końcu załamuje się  pod  kątem  prostym. I tu zaraz przy  wejściu  były  wielkie  ogniska  a obok nich  mnóstwo wyrobów kamiennych, kościanych i glinianych, grubej roboty, choć na kole garncarskim toczonych.


3. Jaskinia mała górna znajduje się nieco wyżej przy rozpadlinie wiodącej do poprzednio opisanej jaskini. Wejście jej  ma  2,75  m.  wysokości,  a cała długość dochodzi do 3 przeszło m. Jest to szczupłe schronisko, mogące pomieścić tylko jednego  człowieka. Prócz małej ilości  drobnych kostek jaskinia ta nic nie zawierała.


4. Jaskinia mała dolna po  zachodniej  stronie góry Okopy, znacznie niżej od poprzedniej. Utworzyła, się ona przez płaski złom wsparty o stromą skałę. Wejście do tej jaskini ma 2,5 rn. wysokości, 1,5 m. szerokości, a długość całej jaskini dochodzi 3m. Namulisko zawierało bardzo małą ilość kości i zębów zwierzęcych.
5. Dziurawiec pod stromymi  skałami, ku wąwozowi Smardzowickiemu, w zachodnio -południowym cyplu skały. Okrągły   otwór,   1,5  m. szeroki  i  tyleż wysoki, widniejący z dala nad ziemią na kilka metrów, trudno jest dostępny.Wylot na końcu przeciwległym,  lubo  znacznie obszerniejszy, zupełnie jest niedostępny."

 

 

goraokopy 

 


 

 

Kaplica "Na Wodzie"

 

"Oprócz wielu innych niedogodności Ojców przez długie lata doznawał  i  tej, iż  goście  tu przebywający, nie  mieli  gdzie   zadość uczynić duchownym  swoim  potrzebom  -  słowem nie było ani kościoła ani kaplicy.
Goście  w  święta   i    niedziele,  chcąc   zadośćuczynić religijnym obowiązkom, udawać się musieli do kościołów o 3 km. odległych, do osady Skała lub do wsi  Smardzowice. Księża  licznie przebywający w Ojcowie również spełnić nie mogli obowiązków kapłańskich, czytania co dzień mszy św.
Jaka była potrzeba jakiegokolwiek przybytku, gdziżeby pobożne dusze wznieść mogły westchnienia swe ku niebu, dowodzi tego następująca okoliczność.  Na  dziedzińcu  zamkowym stał przez lat kilka w drewnianej  pace kamienny posąg Matki  Boskiej,  sprowadzony przez hr.J. Zawiszę. Pakę otworzono, sklecono naprędce z prostych desek maleńki szałasik i tam na zaimprowizowanym ołtarzyku postawiono figurę *). Wnet pobożne ręce przyniosły parę  świeczników, zawiesiły  u  powały    lampkę i  zdobiły ołtarzyk polnymi kwiatami.  Ustawiono po bokach dwie proste  ławeczki   i   odtąd   już  w  każdy   poranek zastać tu było można modlące się osoby.
Taki  stan  rzeczy, taki brak  poświęconego miejsca, a także coraz większy napływ gości po otworzeniu wodoleczniczego zakładu, Goplany, skłoniły zarząd dóbr Ojcowskich do wystarania się u wyższej Władzy o pozwolenie wystawienia kaplicy.
Pierwotnie był zamiar wystawić ją na dziedzińcu zamkowym, lecz gdy Władza  zezwoliła urządzić kaplicę i tylko dla leczących się w Zakładzie, a  miejsca tu odpowiedniego nie było, zburzono  łazienkę  na  Prądniku a  na  miejscu jej wystawiono na fundamentalnych kamiennych filarach nowy budynek drewniany w stylu zakopiańskim - kaplicę. Zasługa w tym  wielka ś.p. dra S.  Niedzielskiego, ordynującego wówczas w tutejszym leczniczym zakładzie: on bowiem przekonał Zarząd do poniesienia kosztów, on podał plan świątyńki i pod jego okiem pracowały tutejsze siły, stolarz Chmielewski i snycerz Wimmer, wykonawca ołtarza.
Obraz olejny w ołtarzu, przedstawiający Matkę  Najświętszą  z Jej  dziecięciem na ręku wymalowała i w darze ofiarowała jedna z pań przebvwających w Ojcowie. Sprawiono potrzebne aparaty do Najświętszej Ofiary i otworzono podwoje kaplicy na   użytek i pociechę tutejszej publiczności (1901).
Odtąd kaplica nigdy pustą nie stoi. Licznie przybywający kapłani odprawiają  codziennie msze św. a z ust i serc licznie gromadzących się pobożnych może niejedno już wyszło dziękczynne westchnienie za fundatorów i inicjatorów tego przybytku.

--------------------------

*) Posag ten teraz stoi pod zamkiem na skale, przy wjedzie z Olkusza."

 

 

kaplicanawodzie 

 


 

 

Muzeum im. Władysława Szafera w Ojcowie


Muzeum mieści się w dawnym hotelu Pod Łokietkiem. Zwiedzającym oferuje szeroką gamę eksponatów z zakresu geologii i rzeźby (Dolina Prądnika), a także architektury, czy świata roślinnego i zwierzęcego OPN. W skład muzeum wchodzi także Park Zamkowy. Na jednej ze ścian widnieje tablica poświęcona nieżyjącemu już patronowi muzeum - Władysławowi Szaferowi.

 

 muzeumwojcowie

 

 


 

Zamek w Pieskowej Skale

 

"Od Olkusza oddalona przez wsie Przeginia i Sułoszowa o 16 wiorst, w zachodnio-północnej stronie doliny Prądnika, miedzy  Grodziskiem, a wsią Sułoszowa wznosi się dumnie na skale, 1600 stóp nad poziomem morza, zamek Pieskowa Skała. Był on niegdyś w górnej połowie doliny również obronnym schroniskiem dla ludności, zagrożonej najściem nieprzyjaciela, jak zamek Ojcowski był nim w dolnej.
Z Ojcowa prowadzą do niego dwie drogi: jedna dla turystów, lubiących piękne widoki, doliną nad Prądnikiem; druga zaś, kołowa, przez Wolę Kalinowską i przez las. Obie doprowadzą  nas pod skałę zamkową, skąd na zamek dostać się można drogą kołową naprzeciw hotelu.  Dostawszy się na górę, okrążamy obronny bastion i stajemy wobec kamiennej  bramy  sklepionej.
Niegdyś do bramy tej prowadził most zwodzony, który później zastąpiono murowanym. Nad bramą z kamienia ciosowego w stylu baroco na wmurowanej tablicy czytamy:
Castrum hoc a Petro  Szafraniec, palatino Sandomiriensi anno 1582 constructum, tractu temporis  bis combustum et totaliter desolatum, Sobieslaus Augustus dominicus comes de Mieroszewice Mieroszewski, Ordinis St. Gregorii Magni comendator, Academiae Scenciarum Cracoviensis membrum honorificum, majoratus Mieroszeviensis et comitatus Pieskowa Skała, dominus haereditarrius etc. restruxit et exornavit 1864 - 1877 *).
-----------------
*) "Zamek ten przez Piotra Szafrańca, wojewodę  Sandomierskiego roku 1582 wystawiony, z biegiem czasu dwukrotnie pożarem zupełnie zniszczony, Sobiesław August, cesarski hrabia na Mieroszewicach Mieroszewski, kawaler orderu św. Grzegorza W., członek honorowy Krakowskiej Akademii Umiejętności, majoratu Mieroszewickiego i hrabstwa Pieskowej Skały dziedziczny pan, odbudował  i  przyozdobił   1864-1877".
W napisie tym błędnie jest podane imię Piotra, jako założyciela zamku. Według świadectwa Paprockiego i Niesieckiego nie Piotr, ale Stanisław, syn Stanisława, a więc prawnuk Piotra " w Pieskowej Skale zamek ozdobny niemałym kosztem wymurował ".

 

 

 pieskowaskala

 

Przeszedłszy tę bramę, obok której mieści się mieszkanie dozorcy zamku, dostajemy się na dziedziniec pięcioboczny, którego dwa narożniki, na prawo i na  lewo, opatrzone są ośmiobocznymi basztami, trzeci basztą okrągłą, czwarty ostrołukową bramą sklepioną , a piąty odkryty, zasłonięty tylko niską balustradą.
Budowle otaczające dziedziniec ten, dzieło to Mikołaja Zebrzydowskiego, a nowym, zamkiem nazwane, wznoszą się na dwa piętra i zawierać mają do 60 pokojów, z których część zajmowała w porze letniej rodzina  p. Wilczyńskiego, dawniejszego dziedzica. W dawnych czasach część tę zamku zajmowała służba łowiecka. Baszty po rogach nowszego pochodzenia wznoszą się na cztery  piętra.  Środkowa, okrągła, służyła niegdyś podobno na więzienie.
Wprost bramy głównej znajduje się druga brama o sklepieniu ostrołukowym, w której ustawiony jest posąg Najśw. Panny Niepokalanej, a u spodu jego wyryty rok 1877. Minąwszy na lewo wieżę zegarową, (choć dziś zegara w niej niema),  wchodzimy   na dziedziniec zamku starego, będącego o tyle dziełem Szafrańców, iż oni luźno stojące budowle w jedną całość połączyli.
Dziedziniec ten niewielki, w kształcie trapezoidu, w ścianach otaczających  go mieści się 14 drzwi, prowadzących do różnych pomieszczeń. I tak zaczynając od lewej strony:
1. Drzwi, prowadzące do sieni i do piwnicy oraz do pięciu dolnych, nieodrestaurowanych pokoi.
2. Drzwi głuche do dolnych pokoi.
3. Drzwi prowadzące na schody na korytarz pierwszego  piętra.
4. Drzwi do piwnic.
5. Drzwi do piwnic.
6. Drzwi do kuchni  czeladnej z dwóch pomieszczeń.
7. Drzwi do czeladnej kuchni, głuche.
8. Izba sklepiona na pomieszczenie  studni w skale wykutej.
9. Drzwi do kuchni i spiżarni pańskiej, w sionce schody do stołowego pokoju na pierwszym piętrze.
10. Drzwi na górny korytarz.
11. Drzwi głuche.
12. i 13. Drzwi do składów sklepionych i do stajen.
14. Drzwi do więzienia.

Na ścianach w kilku miejscach widać wypukłe  litery S.M. otoczone dębowym wieńcem. Przez trzecie lub dziesiąte drzwi dostajemy się po schodach na pierwsze piętro. Na pierwszym i drugim przystanku ich leżą zbrojni  rycerze, wykuci  z ciemnego marmuru; niema jednakże tablicy, która by objaśniała kogo mianowicie wyobrażają *). Na lewo nad schodami widać słowa w wypukło-rzeźbie: "On a beau sa maison bati; si le Seigneur n'y met la main, on  ne peut que batir en vain". (Nie zbuduje nikt dobrze domu, jeżeli Pan nie przyłoży ręki. Buduje daremnie).
Wchodzimy teraz na obszerne, otwarte z boku krużganki, okalające cały gmach. Przez oddzielne drzwi wchodzimy do sali balowej z pięknym  modrzewiowym pułapem, z chórem dla muzyki i do następnych pokojów, które zajmował hr. Mieroszewski. Są to: dwa pokoje z pawilonikiem, kredens, bawialny, gabinecik w wieży zegarowej, skarbiec sklepiony, gabinet pana i biblioteka w baszcie, sypialnia, apteczka. Są one wysokie, obszerne, zachowane w najlepszym stanie,  niestety zupełnie puste, gdyż  hrabia   całe umeblowanie, obrazy, bibliotekę  itd.  wywiózł z sobą do Krakowa.
Na drugiem piętrze są takie same krużganki i 6 pokoi w najlepszym stanie, inne po pożarze nie odrestaurowane; oprócz tego kaplica i zakrystia.  Na trzecim piętrze jest już tylko poddasze.
Gdy z dołu patrzymy na zamek, łudzą nas te rzędy okien, jedne nad drugimi, jak gdyby zamek mieścił w sobie pięć piętr, a my dwa tylko zwiedziliśmy. Tak jest, wznosi on się wprawdzie na pięć piętr, lecz dwa z nich są w skale, trzecie na ziemi, a dwa nad ziemią.
Nasuwa nam także wątpliwość liczba komnat,  których dawni pisarze  do stu wymieniają, gdy tymczasem dziś po skrzętnym przeglądzie trudno jest tyle doliczyć.             .
Kaplica na drugiem  piętrze ma piękną kopułę. Ołtarz w niej z dębowego drzewa z obrazem św.Michała. Kazalnica i chór są także dębowe.
Dawniejszymi laty oprowadzający pokazywał w północnej części loch, zwany Dorotką. Znajdował on się zapewne w podziemiu wieży, której śladów dziś nie widać. Spuszczano do niego przestępców skazanych na zamorzenie głodem. A ponieważ pierwszą ze skazanych była jakaś Dorota, od  niej loch podobny zwykle Dorotką nazywano. Imię więc własne zmieniono na pospolite. Dziś loch ten nie istnieje, zasypano go i urządzono w tym miejscu mały ogródek z altanką.
Pokoje w zamku,  jak już wyżej powiedzieliśmy, do niedawna świeciły pustkami i nie były zamieszkane. Dla letników więc pomieszczenia tam nie było: za to są domki należące do zamku i na lato przybyłym gościom odnajmowane, a mianowicie:
Na Parnasie (trzy mieszkania po dwa po-koje  z  kuchnią).
Czworak (dwa pokoje z kuchnią).
Murowaniec  (sala, sześć pokoi, dwie kuchnie, stajnia i  piwnica).
Podzamcze  (2 mieszkania po trzy pokoje i kuchnia).
Pod rusałką (takież pomieszczenie).
Hotel Pod maczugą Herkulesa (?) (dwanaście pokoi). "

.-------------------
*) Są to zapewne nagrobki dwóch Szafrańców.

 

 


 

 

 

Uzdrowisko Ojców

 

 

 willagoplana

Ojców jest niewielką wsią położoną w malowniczej gminie Skała mieszczącej się na terenie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej i Doliny Prądnika.

Pierwsze wzmianki o wsi pochodzą z 1370 roku. Rozwinęła się ona z osady powstałej przy zamku. Od XIX wieku następowała zmiana charakteru miejscowości z letniskowej na uzdrowiskową.     Działalność uzdrowiska datuje się od roku 1855, już kilka lat później liczne starcia podczas powstania styczniowego w znacznym stopniu spustoszyły wieś. Podczas naprawy zniszczeń powstały znane ośrodki wczasowe ''Pod Łokietkiem'', ''Goplana'', ''Pod Kazimierzem'' oraz park zdrojowy. Ojców oficjalnie uznano za uzdrowisko w 1918 roku, jednak przez dziesięciolecia aż do chwili obecnej pozostał raczej miejscowością turystyczną.

 

 parkzdrojowy

 

A tak wyglądało Uzdrowisko Ojców w 1907 r. według ówczesnego "Przewodnika "

 

Po co szukać obcych Krajów,    

Alp odwiedzać grzbiet wysoki?

Wśród Ojcowa skał i gajów

Równie szczytne masz widoki

F. S. Dmochowski

 

Wieś Ojców leży w guberni Kieleckiej, w powiecie Olkuskim, w gminie Cianowice, w parafii Smardzewice; od Olkusza oddalona jest o wiorst 20, a od Krakowa przez komorę graniczną Szyce, o mil dwie.
   Aby jak najprędzej i bez długiego wyczekiwania na pociąg przy przesiadaniu dojechać do celu, radzę mieszkańcom Warszawy i Łodzi wyjeżdżać rannym pociągiem drogi Warszawsko-Wiedeńskiej, lubo godzinę i minuty trudno jest dokładnie wskazać, z powodu corocznie zmieniającego się nieco rozkładu jazdy. W Ząbkowicach zapytać konduktora, czy należy przesiąść się do innego pociągu, który w kilkanaście minut przewiezie do Gołonogu, gdzie znów się przesiada do pociągu kolei Iwangorodzko-Dąbrowskiej. Ten przez stacje Strzemieszyce, Sławków i Bukowno przewiezie nas do Olkusza na godzinę 6 m. 22 wieczorem.

Kto sobie życzy jechać nocnym pociągiem, ten wsiada w Warszawie jak i w Łodzi około godziny 12 w nocy i przybywa do ostatniej stacji, Olkusza, o godzinie 10 rano. Podróży drogą Iwangorodzko-Dąbrowską nie bardzo radzę. Jest to, mianowicie z Warszawy droga dalsza i mniej dogodna. W Olkuszu zastanie podróżny zawsze oczekujące odkryte krakowskie wózki, dość wygodne, gdyż zamiast resorów, mają siedzenia zawieszone na rzemieniach, co dla niezbyt wymagającego i resory zastąpi, lubo obecnie są wózki i na resorach. Woźnica, zwykle włościanin z Ojcowa lub mieszczanin z Olkusza, pobiera zapłatę według umowy 2 do 3 rubli wraz z pakunkiem.

Administracja Ojcowa wysyła, za uprzednim zamówieniem listownie lub telegrafem, pojazdy wygodniejsze, karety, lecz za nieco droższą opłatą. Odległość od Olkusza do Ojcowa przez wsie Sieniczno, Zederman, Przeginię, Gontkowice, Sąspow, Kalinowo, Wolę Kalinowską, Kolęcin (Podzamcze) choć droga nie wszędzie odznacza się równością, przebywa podróżny w dwie i pół godziny w jak najlepszym usposobieniu; piękna bowiem, falista, tu i ówdzie pokryta lasem okolica, daje mu przedsmak miłego pobytu w samym Ojcowie — w tym cichym ustroniu, jakby umyślnie przeznaczonym na miejsce wytchnienia dla umysłów strudzonych naukową lub biurową pracą, dla nerwów rozstrojonych i dusz skołatanych w zapasach z życiem.

Nie zamącona niczym cisza doliny, zawsze zielone świerki i jodły, drzewa liściaste, nie tracące swej zielonej szaty aż do przymrozków, łagodny, a nieupalny klimat oraz światło słoneczne zalewające dolinę: wszystko to zdolne jest przyprowadzić do równowagi usposobienie bawiących tu gości.


Lecz nie uprzedzajmy wrażeń podróżnika.


Przybywszy do Ojcowa około godziny 2-giej w południe lub 9-tej wieczorem, podróżny każe się zawieźć do jednego z hoteli, pod Łokietkiem lub pod Kazimierzem, gdzie na pewno zastanie pokój dogodny dla siebie.

 

podkazimierzem 

 

Jeżeli zaś pragnie umieścić się (mianowicie z rodziną) w jednej z will, należących do dóbr Ojcowskich, wskazówek w tej sprawie może zasięgnąć w Kancelarji Zarządu w gmachu Goplany.

 

 goplana

 

Administracja wynajmuje pokoje na cały sezon w następujących swoich willach:

1.Biały domek na wzgórzu przy wjeździe na prawo.
2.Willa Urocza pod Złotą górą.
3.Swoboda na prawym brzegu rzeczki Sąspówki.
4.Pod berłem, niegdyś willa hr. Gordona na znacznym wzniesieniu, po prawej stronie Prądnika.

 

podberlem

 

5.Rezeda, dalej nieco, minąwszy Krakowską bramę.
6.Reduta, obok poprzedniej.
7.Pod koroną, po lewej stronie Prądnika pod górą Koronną.

Jest jeszcze trzeci mniejszy hotelik pod Złota górą, którego gospodarz z całą zapobiegliwością dbał o swych gości, tak pod względem pomieszczenia jak i pożywienia, póki go powodzenie nie zepsuło.

 

willepodzlotagora

I w domkach włościańskich za niewygórowaną cenę pomieścić się można na cały sezon, lecz niestety w niektórych, oprócz pustego łóżka, kiwającego się stołu i kulawego stołka nic znaleźć nie można.
Tak było do niedawna: dziś zamożniejsi włościanie pobudowali liczne wille i starają się, o ile mogą i rozumieją, udogodnić pobyt swoim gościom. Można więc nająć mieszkanie składające się z jednego, dwóch lub trzech pokoi nawet z dogodną kuchnią. Z włościańskich domów wynajmowanych gościom znaczniejsze są:

1.Piękna willa Chmielowskiego, na Wysokim wzniesieniu, na lewo przy wjeździe.
2.Cztery domy Kopczyńskich za hotelem pod Złotą górą.

 

widoknadomykopczynskich 

3.Hercówka, willa pani Herc, nad drogą Sąspowską, wszystkie po prawej stronie Prądnika.
4.Domy Zawisza.

 

 domyzawisza

5.Domy Czyżów.
6.Domy Grzybowskiego (nieco odleglej leżące).
7.Domy przy wejściu do Korytanii i kilku innych więcej odległych.
8.Dom Jabłońskiego, Sołtysa, naprzeciw Korytanii.

Za Goplaną kilku także gospodarzy odnajmuje swe domki.

W dolinie Sąspowskiej odstępują pokoje włościanie: Fyrtek, Walczak, Muniewski i Glanowski.

Nadto w hotelu mieści się poczta i telegraf.


W tymże samym zabudowaniu zakład artystyczno-fotograficzny B. Wolniewicza, posiadający zapas kart pocztowych z widokami Ojcowa, przycisków i okładek do albumów ręcznie malowanych tudzież olejne krajobrazy, przedstawiające najpiękniejsze ustronia doliny, pędzla jego żony, pani Stefanii.


Skład galanteryjny p. Bernard w domu Zawisza.


Sklep kolonialny Bomby w domu Czyża.


Restauracja Sochy w domu Macieja Kopczyńskiego.

Mleczarnia administracyjna w willi Reduta. Na piętrze tejże willi pensjonat dla gości p. Czajkowskiej z Warszawy.

 

redutairezeda 

Dla dogodności osób pierwszy raz przybywających do Ojcowa, administracja zaprowadziła przewodników, którzy za umówioną cenę oprowadzają gości po grotach *)

Najczęściej jednakże prowadzą gości do 2-ch tylko najbliższych, t.j. do Łokietkowej i Ciemnej, pomijając wiele innych, w których siły i cuda natury jeszcze bardziej podziwiać można.

 
przewodnikojcowski 

Przewodnicy ci są to ludzie uczciwi, uznani za takich przez administrację i dla gości swoich uprzejmi. Pierwsze miejsce między nimi zajmuje przewodnik ojca i dziada, Antoni Fyrtek, który jako urodzony i wzrosły tutaj, zna wszystkie ścieżki drogi do wszystkich wąwozów i jaskiń bliższych i odleglejszych.

Prócz tego w willi Chmielewskiego wysoko położonej, założony został przed rokiem, drugi pensjonat pani Łęgiewicz. Przybyły gość znajdzie tu dogodne, słoneczne pokoje, urządzone z możliwym komfortem, oraz całodzienne zdrowe posilne pożywienie. Wysokie położenie tej willi a stąd bezpieczeństwo od wilgoci oraz rozległy, piękny widok na dolinę i lasy, zachęci każdego do umieszczenia się tutaj.

 

*) Byłoby wlaściwym , aby Administracja, na wzór Zakopanego, ustanowiła taryfę dla przewodników. Uniknęłoby się przez to nieraz nieporozumienia i nieprzyjemności a czasem wyzysku ze strony przewodników. To samo dałoby się powiedzieć o furmanach, trzymających komunikację między Ojcowem a Olkuszem, którzy nieraz nielitościwie zdzierają gości przyjeżdżających i odjeżdżających.

 

grotalokietka