Uzdrowisko Ojców

Szukaj na stronie


our history our history



Jaskinia Łokietka

Jedna z najbardziej znanych i kojarzonych polskich jaskiń. W roku 1927 oficjalnie została uznana za zabytek stanowiący jedną z głównych atrakcji turystycznych OPN.

"Jaskinia ta znana tu jest pod trzema, nazwiskami: grotą Czajewską nazywa się dlatego, że leży na gruntach wsi Czajowic, należącej do klucza Ojcowskiego; grotą Łokietkową zwą ją ludzie od przechowującego się po dziś dzień podania, jakoby w niej ukrywał się król Władysław Łokietek, uchodząc przed Wacławem, królem czeskim, a wlaściwie przed Ulrychem Boskowiczem, namiestnikiem krakowskim i sandomierskim, któremu schwytanie króla polskiego było poruczone. Dziać się to musiało w latach pomiędzy 1297 a 1306 r., gdyż w tym roku Wacław umiera a Władysław obejmuje tron polski. Trzecią nazwę Królewskiej zawdzięcza jaskinia odwiedzinom Stanisława Augusta, króla pols.,którego tu przyjmowano nader wspaniale, podczas podróży jego z Krakowa w r. 1787.

Przystęp do groty stanowi wąska rozpadlina skalna, 30 m. długa z góry otwarta i gałęziami zarośli ocieniona. Wszedłszy do wnętrza , widzimy na prawo obszerny korytarz; prowadzi on do obszernej komory, przeszło 50 m. długiej, 20 m. szerokiej i 6 m. wysokiej. Z niej przez ciasny przesmyk na lewo dochodzimy do drugiej sali i do wąskiego przejścia, opatrzonego u góry otworem, który przewodnicy nazywają kuchnią Łokietka. Idąc dalej , trafiamy na miejsce, gdzie schody prowadzą w dół do bardzo obszernej komory, jakby do świątyni. To miejsce przewodnicy uważają za właściwe schronienie Łokietka; pokazują tam nawet jego łoże.

Jaskinie tę, jak i kilka innych, zwiedzali i badali w latach 1870 i 1871 Jan hr. Zawisza i prof. Gotfryd Ossowski. Znajdywali oni tu pod gruzowiskiem odpadłych od sklepienia głazów i pod stalagmitami mnóstwo kości niedźwiedzia jaskiniowego, Szczególnie obfitą pod tym względem była komora dolna, dokąd mnóstwo tych zwierząt wpędził gwałtowny prąd wody, który potem przez niedostępne dziś ujścia uchodził. Była więc ta grota legowiskiem niedźwiedzia jaskiniowego.Tu go zastał kataklizm wielkich napływów wodnych i przez brak żywności i powietrza o śmierć przyprawił. Kości jego dziś znajdowane, nie starte przez wodę i nie rozrzucone, czerepy i piszczele leżące razem, dowodzą, że tu na miejscu śmierć poniósł. W jaskini tej znajdują się tylko kości niedźwiedzia; nie ma tu szczątków jego zdobyczy, gdyż niedźwiedź nie zanosi jej do legowiska, lecz na miejscu pożera lub zakopuje. Schroniskiem człowieka w czasach przedhistorycznych jaskinia ta, zdaje się, nie była. Hr. Zawisza przy wejściu tylko, i to na powierzchni znalazł ślady pobytu człowieka z daleko-nowszych czasów."




Jaskinia Ciemna

Jaskinia ciemna położona jest aż 65m nad Doliną Prądnika. Jaskinia jest jednym z najważniejszych w Polsce zabytków archeologicznych, badania dowiodły, że zachowały się tu pierwsze ślady człowieka pierwotnego sprzed ponad 125 tysięcy lat (!) W Jaskini Ciemnej będziemy mogli zobaczyć w niej zrekonstruowane obozowisko neandertalczyków.

Ciemna czyli Ojcowska grota.

U stóp grupy, zwanej Rękawicą, wznosi się czworościenna wysoka skała. Obok niej ścieżka prowadzi do groty Ciemnej, zwanej także Ojcowską , ścieżka stroma i dość uciążliwa, po której wśród zarośli dębiny i leszczyny dochodzimy do niskiego otworu jaskini. Tym otworem, jakoby głównym, wprowadzają przewodnicy gości; dokładniejsze jednakże zbadanie pokazało, iż otwór ten nie jest wejściem głównym. Znajduje się ono z prawego boku, na 2 m. od zwyczajnego wejścia, jest obszerne , lecz odłamami skał tak zawalone i tylko chyłkiem przejść je można. Jaskinia ta pod względem wzniesienia nad poziom morza zajmuje drugie miejsce po górze Chełmowej. Dzięki temu, ze szczytu przedstawia się turyście najpiękniejszy widok na dolinę Ojcowską a nawet na dalekie Tatry.

Przez niski otwór, bo niespełna 1 m. wysoki, osłonięty przeciwległą skałą i zaroślami, wchodzimy do obszernej sali, z początku ciemnej; wkrótce jednak rozjaśnia się, gdy przez otwór przenika dość światła. Sala ta bardzo obszerna (szeroka do 30 m. wysoka na 18 m.) ma do 80 m. długości. Wysokie, wypukłe sklepienie wzbudza w nas podziw. Panuje tu cisza tajemnicza; przerywa ją tylko cichy szmer kropel wody ściekającej ze sklepienia na kamieniste dno. Szelest ten jednak nie razi ucha; wydaje się, iż wahadło zegara liczy na sekundy czas, który tu spędzamy. Przez niski korytarz wchodzimy do następnej sali, przedzielonej grubym filarem na dwie części, z których prawa jest większa, lewa mniejsza. Z tych sal przechodzimy do kilku niskich sklepień, które prowadzą do mniejszych lochów , częścią gliną zawalonych; dostać się można do nich tylko na czworakach, ale, przewodnicy twierdzą, że nikt się tam jeszcze nie zapuszczał. Krąży podanie, że w czasie najazdów tatarskich starcy, kobiety i dzieci przemieszkiwali tutaj przez dwa lata, Oni to pewnie chcąc sobie pobyt udogodnić, oczyścili jaskinię z ziemnego namuliska i dlatego zawiera ona mało śladów zwierzęcych.

Jakkolwiek grota Ciemna jest rozmiarów znacznych i bywa bardzo często celem wycieczek turystów, nie może się jednak równać z grotą Łokietkową ani rozmiarami anli rozmaitością swej konfiguracji."

Jaskinia Nietoperzowa

Wnętrze jaskini stanowi wodospad naciekowy i kotły wirowe. Na przestrzeni setek lat prowadzone były w niej liczne badania archeologiczne, na których natrafiono między innymi na liczne kości zwierzęce (w tym mamuta), gliniane i kamienne naczynia, oraz znaczne ślady ludzi pierwotnych Homo Sapiens.

Jaskinia Nietoperzowa dzięki swemu naturalnemu, mrocznemu urokowi była wykorzystywana również w filmach takich jak "Ogniem i mieczem" J. Hoffmana i "Legenda o Św. Mikołaju".




Zamek Kazimierzowski

Historyczna budowla została wzniesiona przez króla Polski Kazimierza Wielkiego w XIV wieku.Tradycja głosi, że nazwa warowni, w swej pierwotnej formie brzmiąca Ociec, została nadana przez samego króla, na pamiątkę walki o tron krakowski jego ojca, Władysława Łokietka, który w okolicznych jaskiniach znajdował schronienie. Zamek został zastawiony za czasów Władysława Jagiełły, co miało związek z wydzieleniem starostwa ojcowskiego, dzierżawionego kolejno przez Szafrańców z Pieskowej Skały, Bonerów, Myszkowskich. W I poł. XVII wieku, zaniedbany i podupadły, zwłaszcza po potopie szwedzkim, kiedy był użytkowany przez Szwedów jako magazyn żywności i broni, przeszedł w ręce Korycińskich, którzy przystąpili do jego restauracji i rozbudowy.



Jest pod Krakowem, bardzo niedaleko

Dolina sławna strasznymi pieczary,

Na stromej skale, nad szumiącą rzeką

Czernieje tam zamek stary.

(Deotyma, Narz. w Ogrodz. IV, 2).

 

" Przeszedłszy mostek na Prądniku za hotelem Pod Łokietkiem dostajemy się w północną część parku a stąd po górzystej dróżce ku Białemu domkowi, skąd znowu pod lipami i grabami ocienionej grobli dojdziemy do niższej baszty. Przed nią był niegdyś most a może i zwodzony, prowadzący do wejścia baszty, zamykanej bramą, po której zawiasy dotąd się utrzymały.Most wspierał się na trzech z wapienia wzniesionych fundamentalnych słupach, które do dziś jeszcze istnieją. Do r. 1894 był tu jeszcze most tymczasowy, który przecież przy rozpoczętej restauracji zamku usunięty został a przepaść pod nim gruzem i kamieniami zasypana. Po moście tym wchodziło się przez ostrołukową bramę do wnętrza mniejszej baszty, gdzie po prawej stronie widać do dziś dnia jakoby kapiteliki murarskiej roboty; widocznie stał tam albo stanąć miał ołtarzyk, na wzór bram w starych miastach; Krakowie, Lublinie itp. Wnętrze bramy jest sklepione w stylu ostrołukowym,a, nad nim znajduje się tej samej co brama obszerności izba z dwoma oknami, jednym ku południowi, drugim ku zachodowi, z dwiema strzelnicami do ręcznej broni i kominkiem. Do izby tej wchodzi się i dziś jeszcze po schodkach, drzwiami w zewnętrznym murze. Służyła ona dawnymi czasy za odwach dla straży zamkowej, dziś zamieszkuje ją zawsze ktoś ze służby administracyjnej. Dach miał pierwotnie kształt łamanej czworobocznej piramidy, później kształt kończastego stożka; dzisiejszy, płaski, najnowszego jest pochodzenia. Wyszedłszy z bramy, widzimy przed sobą obszerny prostokątny dziedziniec.

Niegdyś tu pewnie odbywały się rycerskie harce a piękne damy z górnych okien zamku przyklaskiwały zwycięzcom i wieńcem darzyły najdzielniejszego. Niegdyś rozlegały się tutaj trąbki straży zamkowej i hasła halabardników: dziś dziedziniec trawą zarasta, wlecze się ślimak w wapiennej skorupie lub konik polny zaświerszczy. A zresztą cisza i pustka! Lecz fantazja podbudzona snuje obrazy barwne : przed jej oczyma powstają rycerzów żelazo okuci i skrzydlaci husarzy, co szelestem swych skrzydeł rozpędzali nawały Tatarów i Szwedów. Na prawo od wejścia rozsypuje się w gruzy mur, którego wysokość sięgała dachu małej baszty a długość dochodziła do ściany zamkowej. Wsparty silnymi skarpami od strony południowej wznosił się zamek na trzy piętra a pokryty był: podwójnym łamanym dachem.Czas i niedbalstwo zniszczyły go, chylił się coraz bardziej ku upadkowi i w r. 1829 zupełnie rozebrany został. Ocalały po nim szczątki murów, które z roku na rok w gruz się rozsypują.

Oprócz dość licznych komnat była tu i kaplica, jak świadczy o tym Adam Naruszewicz w djarjuszu podróży króla Stanisława Augusta w roku 1787 odbytej. Pisze bowiem, iż Stanisław August trzymał w tej kaplicy do chrztu wraz z p. Ignacową Załuską, starościną zawistoską, wnuczek jej a córkę Teofila Załuskiego, kasztelana buskiego i żony jego, Honoraty z Stępowskich.

Długosz także już w XV wieku wspomina o prebendarjuszu przy kaplicy w Ojcowie.

W środku dziedzińca mieści się studnia wykuta w skale, głęboka przeszło na 40 m.Po przeciwnej stronie zamku stały kuchnie i inne zabudowania gospodarskie

. Obszedłszy mury otaczające dziedziniec, dzisiaj po części w gruzach leżące, dochodzimy w północnym kącie po niewielkim wzniesieniu do wielkiej ośmiobocznej baszty z ciosowego kamienia wapiennego. Wznosi ona dumnie swe czoło na niedostępnej skale, górujcej nad całą doliną. Obejść ją można tylko od strony wschodniej i południowej, z zachodniej i północnej strony stoi na niedostępnej opoce. Ponieważ przy zaprojektowanym odnowieniu baszty połowę jej zrzucono do środka, przeto zawalono głazami wnętrze baszty i wejście do niej zupełnie uniemożliwiono. Opiszę ją przeto taką, jaką widziałem przed rozpoczęciem restauracji w r. 1893.

Od strony wschodniej znajdowało się dość wąskie. o okrągłym sklepieniu wejście, którym nie więcej jak dwie osoby przejść mogły. Tu grubość muru basztowego dochodziła do czterech łokci. Dzisiaj, to wejście zarzucone głazami i wstępu do wnętrza niema.

Przeszedłszy korytarz w grubym murze, znalazłem się w jednej okrągłej sali bez okna, zajmującej całe wnętrze baszty.Na przeciw wejścia znajdowały się w ścianie trzy sklepione zagłębienia. W prawym z nich były jeszcze półeczki, służyło więc prawdopodobnie za apteczkę lub podręczne schowanko. Średnie zagłębienie, dwa razy obszerniejsze od prawego, mieściło kominek, a lewe, tejże wielkości co prawe, otwierało wejście do lochów podziemnych. Było ono już wtedy zawalone głazami, a według dawnego podania prowadzić miało aż do Pieskowej Skały (?) Po lewej stronie ściany wznosiły się murowane schody, nie szersze nad łokieć, wiodące na pierwsze piętro. Były one zamaskowane cienką ścianką, której szczątki widzieć się jeszcze dały. Wyższe piętro już wówczas niedostępne było gdyż ani podłogi ani belek nie było. Jakie było przeznaczenie dolnej sali, trudno dziś odgadnąć; służy chyba mogła, za więzienie lub na skład rynsztunku, ale nie na sień, gdyż żal by było tyle na nią poświęcić miejsca, i nie na mieszkanie, gdyż okna nie było które by światło wpuszczało, a wąskie wejście także bardzo skąpo udzielić by go mogło. Ponad kominkiem dolnego piętra znajdował się na pierwszym piętrze kominek o tym samym, co dolny, wylocie obramowany zręczną murarską robotą.

Pierwsze piętro oświetlone było jednym oknem a drugie dwoma. Na trzecim piętrze w każdej z ośmiu ścian było po oknie w kształcie litery T, nad którymi widniały wyloty rynien, odprowadzających wody deszczowe z dachu.

Baszta cała u wierzchniego zrębu ozdobiona była zazębieniami, jakby koroną a pokryta dwukrotnie łamanym,później stożkowym, gontowym dachem.

Ś.p. hr.Ludwik Krasiński zostawszy przez kupno właścicielem całego Ojcowskiego klucza (r.1892) miał godne zacnego obywatela i magnata zamiary odrestaurować zamek według dawnego planu, jaki znaleziono w bibliotece Uniwersytetu Krakowskiego i umieścić tu muzeum wykopalisk Ojcowskich oraz fauny i flory tutejszej. Zwieziono już materiały, zapełniono nimi cały dziedziniec zamkowy, sprowadzono z Kielc ciosowe odrzwia i futryny do okien. Podejrzewając ośmioboczną basztę o kruchość jej ścian, zdjęto dach i zaczęto zdejmować od góry istnie cyklopowe głazy prawie do połowy wysokości. Nieszczęściem - niespodziewana śmierć hrabiego Ludwika (21 kwietnia 1895) nie pozwoliła mu spełnić pięknego zamiaru, który dotąd oczekuje lepszych czasów na urzeczywistnienie.

Materiał budowlany wywieziony i zużyty został na poprawę drogi i odrzwia i futryny leżą dziś jako pastwa niszczejących żywiołów, słońca, deszczu i mrozu, a reszta niezwalonej baszty jak pień zrąbanego dębu, sterczy nad doliną, smutny niedbałości przedstawiając widok. Zdarzyło mi się być na dziedzińcu zamkowym w czasie, kiedy włościanie zwożący kamienie spożywali obiad. Wdałem się z nimi w rozmowę, a gdy ta zeszła na basztę, te od nich usłyszałem słowa z żalem wypowiedziane: ''Panie, myśmy tu od kołyski na tę basztę patrzali, bo ją zbudował nasz król Kazimierz, co lubił chłopów, a, dziś co mamy ? Pień zrąbanego dębu! Gdyby nasz hrabia żył, byłoby tu inaczej"."


Góra Okopy

Góra Okopy wznosi się ponad 100 m. n.p.m. Jest to wzgórze zbudowane z wapieni, na którym rozciąga się ścieżka-szlak zwana Jaskinia Ciemna-Góra Okopy. Całe wzgórze jest doskonałym punktem widokowym na podkrakowskie wsie. Masyw porasta dziewicza roślinność, która dodaje uroku i zachęca do pieszych jak i rowerowych wędrówek. Poniżej najsłynniejszego punktu widokowego, jakim jest Wapiennik możemy dostrzec otwór dużej jaskini zwanej Jaskini Okopy Wielka Dolna. Baczniejsi zwiedzający dostrzegą na Wzgórzu Okopy pozostałości wałów niegdyś tam znajdującego się grodu obronnego, który został wybudowany na przełomie XII i XIII z późniejszymi renowacjami.

"Gra Okopy i Jaskinie pod Okopami.

Minąwszy budynek, zwany Redutą, w którym się mieści administracyjna mleczarnia, ujrzymy po lewej stronie Prądnika bardzo stromą, gliniastą drogę, prowadzącą do Smardzowic. Wszedłszy po niej prawie aż do jej końca, zboczymy ścieżeczką, przez zarośla na prawo i wkrótce staniemy wobec ogromnego skupienia skał wznoszących się prawie nad samym Prądnikiem, na 150 m. nad poziom: doliny. Skaliste to zgrupowanie stanowi rodzaj płaskowzgórza, wspartego od północy, zachodu i południa nagimi, prawie prostopadłymi ścianami, od wschodu zaś łączy się falisto z płaszczyzną pobliskiej wsi Smardzowlce.

Płaskowzgórze to, nazwane Górą Okopów przedstawia bardzo interesujące, a nieźle zachowane resztki jakiegoś przedhistorycznego obwarowanego okopu. Dwa potężne, równoległe do siebie wały zaczynają się w stronie północno-wschodniej a kończą przy wąwozie Smardzowickim.

W pośrodku przerywa się wał i stanowi wyjście na okoliczne pola. Między wałami znajduje się fosa różnej głębokości. Liczne znajdywane po polu i w kretowinach wyroby ręki ludzkiej świadczą, że miejsce to było w czasach okresu kamiennego obronnym siedliskiem ludzi.Trudno jednakże dać na piśmie dokładny obraz tego obozowiska, przeto ciekawemu turyście radzimy najlepiej osobiście rozpatrzeć się na miejscu.

Potężne to obnażenie mieści w sobie 5 jaskiń. Najwększa z nich jest:

1. Jaskinia Wielka pod Okopami do 70 m. długa, z wspaniałym wejściem, na kilkanaście metrów wysokim a kilka szerokim, widzialnym z bardzo wielu miejsc. Obszerna ta i widna jaskinia posiada po lewej stronie wejścia olbrzymie okno, utworzone przez oberwanie się wielkich odłamów skalnych, leżcych dziś na namulisku.

Pan Czarnowski, który tę jaskinię w latach 1895 - 98 rozkopywał znalazł właśnie pod tym oknem, w jamie bocznej, 2,5 m. szerokiej a 5 m. długiej, na głębokości kilkunastu centymetrów naczynie gliniane z monetami srebrnymi w liczbie 116. Były to przeważnie denarki królowej Ryxy i syna jej Kazimierza I (1040-1058) a także 26 denarków Sieciecha, możnowładnego wojewody za Władysława Hermana. Że zaś panowanie tego króla przypada na lata między 1077 a 1095, przeto i wykopalisko do tych samych lat odnieść można. Pod ścianami jaskini znajdowało się na pół metra pod namuliskiem 11 ognisk, z których jedno, 14 m. długie, przytykało do prawej ściany. Przy tych ogniskach znajdowało się mnóstwo kości zwierzęcych, po części łupanych, oraz wiele wyrobów ręki ludzkiej, krzemiennych, kościanych i glinianych. Kilka siekierek kamiennych, gładko szlifowanych wskazuje, że jaskinia zamieszkaną była w okresie neolitycznym.

2. Jaskinia górna pod okopami znajduje się w tej samej skale co Wielka, lecz jest bardzo trudno dostępna. Dostać się do niej można jedynie przez płaskowzgórze, idąc przez las ścieżką do drugiej rozpadliny skalnej a spuściwszy się między zaroślami kilkadziesiąt kroków na dół, znowu wspinać się trzeba o kilka metrów w górę ponad głęboką przepaścią, po stopniach, które p. Czarnowski w skale wykuć kazał. Jaskinia, ta stanowi korytarz, miejscami 2-5 m. wysoki, około 35 m. długi a 1-3 m. szeroki. Przy końcu załamuje się pod kątem prostym. I tu zaraz przy wejściu były wielkie ogniska a obok nich mnóstwo wyrobów kamiennych, kościanych i glinianych, grubej roboty, choć na kole garncarskim toczonych.

3. Jaskinia mała górna znajduje się nieco wyżej przy rozpadlinie wiodącej do poprzednio opisanej jaskini. Wejście jej ma 2,75 m. wysokości, a cała długość dochodzi do 3 przeszło m. Jest to szczupłe schronisko, mogące pomieścić tylko jednego człowieka. Prócz małej ilości drobnych kostek jaskinia ta nic nie zawierała.

4. Jaskinia mała dolna po zachodniej stronie góry Okopy, znacznie niżej od poprzedniej. Utworzyła, się ona przez płaski złom wsparty o stromą skałę. Wejście do tej jaskini ma 2,5 rn. wysokości, 1,5 m. szerokości, a długość całej jaskini dochodzi 3m. Namulisko zawierało bardzo małą ilość kości i zębów zwierzęcych.

5. Dziurawiec pod stromymi skałami, ku wąwozowi Smardzowickiemu, w zachodnio -południowym cyplu skały. Okrągły otwór, 1,5 m. szeroki i tyleż wysoki, widniejący z dala nad ziemią na kilka metrów, trudno jest dostępny.Wylot na końcu przeciwległym, lubo znacznie obszerniejszy, zupełnie jest niedostępny."





Kaplica "Na Wodzie"

"Oprócz wielu innych niedogodności Ojców przez długie lata doznawał i tej, iż goście tu przebywający, nie mieli gdzie zadość uczynić duchownym swoim potrzebom - słowem nie było ani kościoła ani kaplicy.

Goście w święta i niedziele, chcąc zadośćuczynić religijnym obowiązkom, udawać się musieli do kościołów o 3 km. odległych, do osady Skała lub do wsi Smardzowice. Księża licznie przebywający w Ojcowie również spełnić nie mogli obowiązków kapłańskich, czytania co dzień mszy św.

Jaka była potrzeba jakiegokolwiek przybytku, gdziżeby pobożne dusze wznieść mogły westchnienia swe ku niebu, dowodzi tego następująca okoliczność. Na dziedzińcu zamkowym stał przez lat kilka w drewnianej pace kamienny posąg Matki Boskiej, sprowadzony przez hr.J. Zawiszę. Pakę otworzono, sklecono naprędce z prostych desek maleńki szałasik i tam na zaimprowizowanym ołtarzyku postawiono figurę *). Wnet pobożne ręce przyniosły parę świeczników, zawiesiły u powały lampkę i zdobiły ołtarzyk polnymi kwiatami. Ustawiono po bokach dwie proste ławeczki i odtąd już w każdy poranek zastać tu było można modlące się osoby.

Taki stan rzeczy, taki brak poświęconego miejsca, a także coraz większy napływ gości po otworzeniu wodoleczniczego zakładu, Goplany, skłoniły zarząd dóbr Ojcowskich do wystarania się u wyższej Władzy o pozwolenie wystawienia kaplicy.

Pierwotnie był zamiar wystawić ją na dziedzińcu zamkowym, lecz gdy Władza zezwoliła urządzić kaplicę i tylko dla leczących się w Zakładzie, a miejsca tu odpowiedniego nie było, zburzono łazienkę na Prądniku a na miejscu jej wystawiono na fundamentalnych kamiennych filarach nowy budynek drewniany w stylu zakopiańskim - kaplicę. Zasługa w tym wielka ś.p. dra S. Niedzielskiego, ordynującego wówczas w tutejszym leczniczym zakładzie: on bowiem przekonał Zarząd do poniesienia kosztów, on podał plan świątyńki i pod jego okiem pracowały tutejsze siły, stolarz Chmielewski i snycerz Wimmer, wykonawca ołtarza. Obraz olejny w ołtarzu, przedstawiający Matkę Najświętszą z Jej dziecięciem na ręku wymalowała i w darze ofiarowała jedna z pań przebvwających w Ojcowie. Sprawiono potrzebne aparaty do Najświętszej Ofiary i otworzono podwoje kaplicy na użytek i pociechę tutejszej publiczności (1901).

Odtąd kaplica nigdy pustą nie stoi. Licznie przybywający kapłani odprawiają codziennie msze św. a z ust i serc licznie gromadzących się pobożnych może niejedno już wyszło dziękczynne westchnienie za fundatorów i inicjatorów tego przybytku.

--------------------------

*) Posag ten teraz stoi pod zamkiem na skale, przy wjedzie z Olkusza."




Muzeum im. Władysława Szafera w Ojcowie

Muzeum mieści się w dawnym hotelu Pod Łokietkiem. Zwiedzającym oferuje szeroką gamę eksponatów z zakresu geologii i rzeźby (Dolina Prądnika), a także architektury, czy świata roślinnego i zwierzęcego OPN. W skład muzeum wchodzi także Park Zamkowy. Na jednej ze ścian widnieje tablica poświęcona nieżyjącemu już patronowi muzeum - Władysławowi Szaferowi.





Zamek w Pieskowej Skale

"Od Olkusza oddalona przez wsie Przeginia i Sułoszowa o 16 wiorst, w zachodnio-północnej stronie doliny Prądnika, miedzy Grodziskiem, a wsią Sułoszowa wznosi się dumnie na skale, 1600 stóp nad poziomem morza, zamek Pieskowa Skała. Był on niegdyś w górnej połowie doliny również obronnym schroniskiem dla ludności, zagrożonej najściem nieprzyjaciela, jak zamek Ojcowski był nim w dolnej.

Z Ojcowa prowadzą do niego dwie drogi: jedna dla turystów, lubiących piękne widoki, doliną nad Prądnikiem; druga zaś, kołowa, przez Wolę Kalinowską i przez las. Obie doprowadzą nas pod skałę zamkową, skąd na zamek dostać się można drogą kołową naprzeciw hotelu. Dostawszy się na górę, okrążamy obronny bastion i stajemy wobec kamiennej bramy sklepionej.

Niegdyś do bramy tej prowadził most zwodzony, który później zastąpiono murowanym. Nad bramą z kamienia ciosowego w stylu baroco na wmurowanej tablicy czytamy:

Castrum hoc a Petro Szafraniec, palatino Sandomiriensi anno 1582 constructum, tractu temporis bis combustum et totaliter desolatum, Sobieslaus Augustus dominicus comes de Mieroszewice Mieroszewski, Ordinis St. Gregorii Magni comendator, Academiae Scenciarum Cracoviensis membrum honorificum, majoratus Mieroszeviensis et comitatus Pieskowa Skała, dominus haereditarrius etc. restruxit et exornavit 1864 - 1877 *).

-----------------

*) "Zamek ten przez Piotra Szafrańca, wojewodę Sandomierskiego roku 1582 wystawiony, z biegiem czasu dwukrotnie pożarem zupełnie zniszczony, Sobiesław August, cesarski hrabia na Mieroszewicach Mieroszewski, kawaler orderu św. Grzegorza W., członek honorowy Krakowskiej Akademii Umiejętności, majoratu Mieroszewickiego i hrabstwa Pieskowej Skały dziedziczny pan, odbudował i przyozdobił 1864-1877".

W napisie tym błędnie jest podane imię Piotra, jako założyciela zamku. Według świadectwa Paprockiego i Niesieckiego nie Piotr, ale Stanisław, syn Stanisława, a więc prawnuk Piotra " w Pieskowej Skale zamek ozdobny niemałym kosztem wymurował ". Przeszedłszy tę bramę, obok której mieści się mieszkanie dozorcy zamku, dostajemy się na dziedziniec pięcioboczny, którego dwa narożniki, na prawo i na lewo, opatrzone są ośmiobocznymi basztami, trzeci basztą okrągłą, czwarty ostrołukową bramą sklepioną , a piąty odkryty, zasłonięty tylko niską balustradą.

Budowle otaczające dziedziniec ten, dzieło to Mikołaja Zebrzydowskiego, a nowym, zamkiem nazwane, wznoszą się na dwa piętra i zawierać mają do 60 pokojów, z których część zajmowała w porze letniej rodzina p. Wilczyńskiego, dawniejszego dziedzica. W dawnych czasach część tę zamku zajmowała służba łowiecka. Baszty po rogach nowszego pochodzenia wznoszą się na cztery piętra. Środkowa, okrągła, służyła niegdyś podobno na więzienie.

Wprost bramy głównej znajduje się druga brama o sklepieniu ostrołukowym, w której ustawiony jest posąg Najśw. Panny Niepokalanej, a u spodu jego wyryty rok 1877. Minąwszy na lewo wieżę zegarową, (choć dziś zegara w niej niema), wchodzimy na dziedziniec zamku starego, będącego o tyle dziełem Szafrańców, iż oni luźno stojące budowle w jedną całość połączyli.

Dziedziniec ten niewielki, w kształcie trapezoidu, w ścianach otaczających go mieści się 14 drzwi, prowadzących do różnych pomieszczeń. I tak zaczynając od lewej strony:

1. Drzwi, prowadzące do sieni i do piwnicy oraz do pięciu dolnych, nieodrestaurowanych pokoi.

2. Drzwi głuche do dolnych pokoi.

3. Drzwi prowadzące na schody na korytarz pierwszego piętra.

4. Drzwi do piwnic.

5. Drzwi do piwnic.

6. Drzwi do kuchni czeladnej z dwóch pomieszczeń.

7. Drzwi do czeladnej kuchni, głuche.

8. Izba sklepiona na pomieszczenie studni w skale wykutej.

9. Drzwi do kuchni i spiżarni pańskiej, w sionce schody do stołowego pokoju na pierwszym piętrze.

10. Drzwi na górny korytarz.

11. Drzwi głuche.

12. i 13. Drzwi do składów sklepionych i do stajen.

14. Drzwi do więzienia.

Na ścianach w kilku miejscach widać wypukłe litery S.M. otoczone dębowym wieńcem. Przez trzecie lub dziesiąte drzwi dostajemy się po schodach na pierwsze piętro. Na pierwszym i drugim przystanku ich leżą zbrojni rycerze, wykuci z ciemnego marmuru; niema jednakże tablicy, która by objaśniała kogo mianowicie wyobrażają *). Na lewo nad schodami widać słowa w wypukło-rzeźbie: "On a beau sa maison bati; si le Seigneur n'y met la main, on ne peut que batir en vain". (Nie zbuduje nikt dobrze domu, jeżeli Pan nie przyłoży ręki. Buduje daremnie). Wchodzimy teraz na obszerne, otwarte z boku krużganki, okalające cały gmach. Przez oddzielne drzwi wchodzimy do sali balowej z pięknym modrzewiowym pułapem, z chórem dla muzyki i do następnych pokojów, które zajmował hr. Mieroszewski. Są to: dwa pokoje z pawilonikiem, kredens, bawialny, gabinecik w wieży zegarowej, skarbiec sklepiony, gabinet pana i biblioteka w baszcie, sypialnia, apteczka. Są one wysokie, obszerne, zachowane w najlepszym stanie, niestety zupełnie puste, gdyż hrabia całe umeblowanie, obrazy, bibliotekę itd. wywiózł z sobą do Krakowa.

Na drugiem piętrze są takie same krużganki i 6 pokoi w najlepszym stanie, inne po pożarze nie odrestaurowane; oprócz tego kaplica i zakrystia. Na trzecim piętrze jest już tylko poddasze.

Gdy z dołu patrzymy na zamek, łudzą nas te rzędy okien, jedne nad drugimi, jak gdyby zamek mieścił w sobie pięć piętr, a my dwa tylko zwiedziliśmy. Tak jest, wznosi on się wprawdzie na pięć piętr, lecz dwa z nich są w skale, trzecie na ziemi, a dwa nad ziemią.

Nasuwa nam także wątpliwość liczba komnat, których dawni pisarze do stu wymieniają, gdy tymczasem dziś po skrzętnym przeglądzie trudno jest tyle doliczyć. 

Kaplica na drugiem piętrze ma piękną kopułę. Ołtarz w niej z dębowego drzewa z obrazem św.Michała. Kazalnica i chór są także dębowe. Dawniejszymi laty oprowadzający pokazywał w północnej części loch, zwany Dorotką. Znajdował on się zapewne w podziemiu wieży, której śladów dziś nie widać. Spuszczano do niego przestępców skazanych na zamorzenie głodem. A ponieważ pierwszą ze skazanych była jakaś Dorota, od niej loch podobny zwykle Dorotką nazywano. Imię więc własne zmieniono na pospolite. Dziś loch ten nie istnieje, zasypano go i urządzono w tym miejscu mały ogródek z altanką.

Pokoje w zamku, jak już wyżej powiedzieliśmy, do niedawna świeciły pustkami i nie były zamieszkane. Dla letników więc pomieszczenia tam nie było: za to są domki należące do zamku i na lato przybyłym gościom odnajmowane, a mianowicie:

Na Parnasie (trzy mieszkania po dwa po-koje z kuchnią).

Czworak (dwa pokoje z kuchnią).

Murowaniec (sala, sześć pokoi, dwie kuchnie, stajnia i piwnica).

Podzamcze (2 mieszkania po trzy pokoje i kuchnia).

Pod rusałką (takież pomieszczenie).

Hotel Pod maczugą Herkulesa (?) (dwanaście pokoi). " .

-------------------

*) Są to zapewne nagrobki dwóch Szafrańców.



 



SZCZEBRZYC I WITYSŁAWA

Za panowania Bolesława Krzywoustego w Polsce, w północnej od Ojcowa stronie wznosił się wspaniały zamek, Ogrodzieńcem zwany, którego szczątki dziś jeszcze widzieć można. W tym to zamku mieszkała cudnej urody, ale smutna dziewica, imieniem Witysława. Dawno już umarł był jej ojciec, a po zgasłej niedawno matce jeszcze łez nie osuszyła i nieusposobioną się czuła do szczęścia, jakie stać się miało jej udziałem przez zaślubienie wybranego przez matkę a ukochanego przez nią rycerza, Piotra Szczebrzyca. Matka na łożu śmiertelnym rękę jedynaczki z ręką młodzieńca złączyła, zostawiając dzień zaślubin woli dziewicy. Na czas, zanim dzień ten nastąpi, naznaczyła opiekunem Witysławie brata swego Skarbimira, wojewodę krakowskiego i hetmana królewskiego. Na nieszczęście matka mało znała serce brata. Był to człowiek hardy, popędliwy i okrutny; dla śmiałości swej i odwagi długo był w łaskach u króla, lecz z powodu popełnionych nadużyć stał się panu swemu niemiłym, a dla poddanych nieznośnym. Pędząc żywot swój najczęściej w obozie, rzadko odwiedzał siostrę w jej Ogrodzieńcu. Nie dla serc takich lube rodzinne związki. Przed pół rokiem przecież, na kilkakrotne wzywanie siostry, zjechał na zamek z licznym orszakiem. Przedstawiła mu nadobną swą córkę, którą widział, gdy dzieckiem jeszcze była i poleciła ją w gorących słowach jego opiece, mówiąc: „Już nie ma ojca, wnet i matki mieć nie będzie, wy, bracie, ojcem i matką jej bądźcie”.

Wysłuchał Skarbimir słów tych z pozornym współczuciem, a na dziewicę z coraz większym spoglądał zajęciem. Nęciły go urocze i niewinne wdzięki Witysławy, jakich nigdy na wyprawach wojennych nie widział, i nie bacząc na pokrewieństwo, gorącą ku niej zapałał miłością. Nie zwierzył się przecież z tym dziewicy, nie wyjawił matce, lecz cierpliwie zgonu jej wyczekiwał. I nie długo na niego czekał: matka wkrótce potem przeszła do wieczności. Niebawem Witysława wyprawiła gońca do wuja z smutną dla siebie, lecz wesołą dla niego wieścią. Dołączona była do niej wiadomość o wyborze przyszłego małżonka i prośba do opiekuna i wuja, aby jak najprędzej przybył do Ogrodzieńca.

Skoro Skarbimir wieść tę w obozie otrzymał, zapomniał o obowiązkach hetmana i lotem strzały przybył do Ogrodzieńca. Zastaje Witysławę tonącą we łzach nad grobem matki, a nie zważając na świętość miejsca i majestat śmierci, miłość jej swoją oświadcza. Mówi o swej władzy i o prawach swoich, a gdy dziewica odmawia żądaniom jego, wybierać każe śmierć albo spełnienie woli jego. Dziewica truchleje, lecz śmierć przenosi nad złamanie słowa danego oblubieńcowi. Skarbimir porywa ją z rodzinnego Ogrodzieńca i uwozi do zamku w Ojcowie, który pod jego był strażą. Szczebrzyca w kajdany okuć każe. Używając rozmaitych sposobów do zniewolenia Witysławy, śmierć chce zadać oblubieńcowi, jeżeli woli jego nie ulegnie.

Wtem niespodziewanie, jak grom niebieski, wpada do zamku dzielny Krzywousty na czele zbrojnych, bo już był w gniewie na Skarbimira. Przyłapawszy go na tym nowym bezprawiu, wyrzuca mu, iż ufny w jego łaskę, więcej sobie niż król pozwala. A gdy dumny wojewoda hardością więcej gniew króla rozjątrza, nakazuje mu tenże wyłupić oczy, odbiera buławę hetmańską i województwo, a dla wiecznej pamięci zbrodni i przestępstwa jego, poniża odtąd wojewodów krakowskich i kasztelanom przed nimi daje pierwszeństwo. Nieszczęsnych kochanków bierze pod swoją królewską opiekę. Przerażona doznanymi ciosy trwożliwa Witysława chce wstąpić do klasztoru; prośby jednak oblubieńca i nalegania króla zmieniają jej zamiary. Łączy ich wiecznym węzłem Krzywousty, zamek Ojcowski nadaje, a oni wdzięczni Niebu za doznana opiekę, stawiają w bliskości klasztor i kościół, który istniał do wojen szwedzkich i w 1654 złupiony i spalony został.

(według Klementyny Tańskiej)




ŚLADY

Na zamku Ojcowskim mieszkał król, który miał konie „wspacki” (odwrotnie) podkute. Gdy więc jechał do zamku pozostały ślady podków, jakoby z niego wyjeżdżał, gdy zaś wyjeżdżał, zdawało się, jakoby jakoby do niego podążał. I tak zawsze wrogów w niepewności zostawiał.



TUR

Między Korzkwią a Grębienicami leży na polu odosobniony głaz wielkich rozmiarów, zwany przez lud Turkowcem. Może jest to ten sam głaz, którym Golanka zabiła tura.




KOPUŁA ALBO POPIERSIE WREBORZA

Jadąc z południa drogą od Januszowic ku Korzkwi, spotykamy po prawej stronie skałę, na której jakoby ręką ludzką wykute, daje się widzieć popiersie rycerza. Lud nazywa te skałę „Popiersiem Wreborza”, albo „Kopułą”.

Tu, pod tą skałą, schodzili się młodzi kochankowie, urocza Helena i rycerz Wreborz. Oboje miłością ku sobie pałający postanawiają dozgonnym połączyć się ślubem. Lecz rodzice Wreborza inną dla niego przeznaczyli dziewicę. Ukrywa więc młodzian czas pewien ukochaną dziewice w tym miejscu, w nadziei, że zmiękczy serce ojca i otrzyma pozwolenie jego na ślub z Heleną. Daremne jednak były nadzieje jego. Ojciec niezłomny w swym postanowieniu zmusza syna do połączenia się z inną. Dowiedziawszy się o tem, Helena opuszcza dom rodzicielski i do skał tych przybiega. Na próżno matka pędzi za nią, błaga i zapewnia, że potrafi zmiękczyć opór ojca; nie słucha Helena, rzuca się z niej i na zawsze przerywa dni swoje.

Gdy się to na skale dzieje, ojciec w domu ulega prośbom Wreborza i na związek z Heleną zezwala. Pędzi więc Wreborz czym prędzej do skały lecz – niestety za późno, gdyż martwe i rozbite ciało Heleny leży już u stóp opoki.

Zrozpaczony młodzieniec kończy także dni swoje u stóp kochanki i oboje w jednej złożeni mogile. Odtąd w bliskości tej skały usycha wszelka roślinność. Powiadają, że do tej skały była niegdyś od strony zachodniej przybudowana kapliczka przez rodzinę nieszczęśliwych kochanków, na zgładzenie w obliczu Niebios ich winy. Nie ma dziś śladu tej kaplicy, zostało tylko na skale niejako wyobrażenie popiersia Wreborza, ręką natury wykute. Wierzchołek skały służyć miał niegdyś za kopułę kapliczki i stąd jej nazwa.

(według pieśni ludowej)




ŁASKAWIEC

Dawnymi czasy władał tu u tej skały pan bardzo skąpy, który gnębił i jak mógł obdzierał swoich poddanych. Który zaś ze sług wiernie mu służył dniem i nocą, tego chojnie wynagradzał, pozwalając mu przez dwa lata siać po trzy garnce jęczmienia na wierzchołku skały, wśród kamieni i piasku. Nie pragnął wyzysku i przeznaczał dla siebie tylko czwarta część zbioru. Jednego roku jęczmień dobrze obrodził i wydał z trzech garncy aż pięć. Chłopek nieszczery twierdził, iż ledwo cztery garnce się zbiorą. Niedowierzający temu pan idzie sam na pole, liczy kłosy i ziarna w nich, a gdy się zbliża do kraju skały, aby już ostatni obliczyć kłos, spada z niej i traci życie na miejscu. Uwolnieni od skąpego dziedzica ludzie, uważali to za łaskę Nieba i skałę Łaskawcem nazwali.

( według O. Kolberga)





PILARZOWA SKAŁA

Lud opowiada, że u tej skały mieszkał niegdyś jakiś Tracz, który będąc czarownikiem, różne sobie czynił igraszki z diabłami i do posłuszeństwa ich sobie zmuszał. Zniecierpliwieni diabli, chcąc się zemścić, pochwycili go pewnego razu i oddali pod sąd samego Lucypera. Ten rozkazał go wzdłuż i wszerz przepiłować. Biorą się więc szatani do roboty i dwie piły na krzyż przełożyli. Spostrzega zgraja nienawistny dla nich znak krzyża, ucieka na wszystkie strony i Tracza od okrutnej śmierci uwalnia. Ocalony od piekła, siadł Tracz na osła i pojechał do Palestyny, aby tam za swe winy pokutować. Lud skałę z tego powodu Pilarzową nazywał.

(według O. Kolberga)




O PUSTELNICY

Kiedy Klementyna z Tańskich Hofmanowa zwiedzała Ojców w r. 1824, jeden z przewodników opowiadał jej następującą legendę.

Już będzie temu z lat pięćdziesiąt, kiedy ludzie zaczęli gadać, jakoby w Królewskiej Jaskini coś przemieszkiwało. Różni różnie mówili; jedni, że to złe licho, drudzy, że to dusza pokutująca, inni wreszcie, że złodzieje. Nareszcie dwoje dziatek rybaka, utrzymującego pstrągarnię, przybiegło do matki, opowiadając, że biegali po skałach i ujrzeli niedaleko jaskini prześliczną pannę. Zlękli się jej naprzód, lecz ona łagodnym głosem przywołała ich do siebie, wypytywała o matkę i ojca, słuchała ich pacierza i darowała po obrazku.

Dzieci, wróciwszy do matki, opowiedziały, co widziały, pokazały obrazki, a matka, spojrzawszy na nie, poznała wyobrażenie św. Salomei. „Wielki Boże”, krzyknęła, „a to pewnie wam sama św. Salomea się objawiła, boć pustelnia jej stad niedaleko”. I dalejże poczęła chodzić od kumy do kumy i wnet wieść się rozniosła, że św. Salomea, ona wielka Polski patronka, tu przyszła, zwiastując coś złego albo coś dobrego. Jedni wierzyli, drudzy nie wierzyli, znalazło się przecież dużo ciekawych, którzy się podkradali, aby to cudo zobaczyć. Nikt jednak tego nie mógł dokazać, gdyż pustelnica spostrzegłszy ciekawych, czym prędzej znikała za drzewami i skałami. Raz tylko udało się pewnemu pastuszkowi przyjrzeć jej dobrze, gdy bardzo wczesnego poranku zbierała jagody w lesie. Miała być słusznego wzrostu, przecudnej urody i jak śnieg biała.

Odtąd nikt jej już nie widział oprócz dzieci, nie tylko owego rybaka, ale i całego Ojcowa. Wynalazła dolinę dosyć obszerną między skałami, gdzie jej znikąd widać nie było, zasadziła sobie ogródek i tam dzieciom przychodzić kazała. Uczyła ich pacierza i katechizmu, a starszym dawała książki do czytania. Mówiła łagodnie i mile, napominała, aby były dobre, kochały Boga i szanowały rodziców. Prosiła je, aby starszym powiedziały, iżby jej nikt drogi nie zachodził, bo ona żadna święta, owszem grzesznica, nic nikomu uczynić nie może, gdyż sama nic nie ma, że jest bardzo nieszczęśliwą i pragnie, aby nikt o niej nie wiedział i aby tu umrzeć mogła spokojnie.

Gdy się potem dowiedziano, że to ani duch, ani żadna święta, lecz jeno jakieś nieszczęśliwe i pobożne paniątko, matki zaczęły przysyłać jej różne rzeczy do jedzenia, jak to: chleb, masło, ser, które zjadała z wielkim apetytem, gdyż dotąd żywiła się tylko jagodami i owocem leśnym.

Minęło lat kilka, gdyż i zimy przebywała tu nieboga; aliści przyszła wieść, że sam król Stanisław August Ojców zwiedzać będzie i że dla niego jaskinię oczyszczą i oświetlą. Skoro się o tym pustelnica od dziatek dowiedziała, usunęła się z tych stron i dłuższy czas o niej słychać nie było. Wróciła potem, ale blada i słaba; dzieci już do siebie nie wabia, mówić z niemi nie mogła, bo jej dech zapierało. Gdy nastały pierwsze mrozy, jeszcze bardziej zasłabła i przez kilka dni nikt jej nie widział. Zaczęto wiec szukać: szukały dzieci, szukali starsi, lecz nigdzie jej ani śladu. Posmutnieli więc wszyscy, bo ją w Ojcowie pokochali. Wkrótce potem wieść przychodzi z Krakowa, że do bram klasztoru PP. Bernardynek ktoś po północy słabuchno zadzwonił. Przebudziła się furtianka, lecz sądząc, że to sen, bramy nie otworzyła. Nazajutrz dopiero po otworzeniu furty znaleziono leżącą bez duszy młoda kobietę w szarym habicie: była to nasza biedna pustelnica.

PP. Bernardynki bardzo się zafrasowały. Dano znać do urzędu, przyszli różni panowie, ale nikt jej nie poznał. Przyjechali także do Ojcowa, przetrząśli wszystko i jaskinię i ogródek i jej książki, ale z tego wszystkiego nic wywnioskować nie mogli. Imię, nazwisko i pochodzenie jej dotąd nikomu nie wiadome. Chciała ona zapewne wyznać wszystko przed zakonnicami, lecz śmierć z zimna i niewygód zamknęła jej usta. Pochowano ją uczciwie, nie wiedząc kogo i do dziś dnia nikt nie wie, kto ona była. Mówią, że jedna tylko Pani z Pieskowej Skały ja znała, i że tam czasem chodziła pustelnica, lecz i ta umarła, nie powiedziawszy nic nikomu. Lud sobie gwarzył, że to musiała być jakaś księżniczka, a stare kobiety szeptały, że ją jakaś miłość nieszczęśliwa do pustelniczego życia przywiodła.





O SKALE GOLANCE (ŁYSICY)

Dawnymi czasy mieszkał przy tej skale kmieć, nazwiskiem Golanek. Po stracie żony i trzech synów, została mu tylko jedna córka, imieniem Jadwiga. Piękna, cnotliwa i pobożna, tkliwa jak pienie słowika, była podporą i jedyna pociechą ojca. Głos jej i uśmiech rozweselały życie stroskanego ojca, w niej znajdował całe swoje szczęście. Szesnasty już roczek kończyła Jadwiga, ale uczucie miłości w jej sercu jeszcze nie postało, bo ona kochała dziecinną miłością jednego tylko ojca. Wielu młodzieńców starało się posiąść jej serce i rękę, lecz zabiegi ich były daremne. Dnia jednego siadła na skale, nucąc swe pieśni. Wtem słyszeć się dają odgłosy trąb i szczekanie psów myśliwskich.. Przerażona dziewica odwraca się i widzi u nóg swych młodego rycerza szlachetnej postawy, który pozbawiony broni, ucieka przed rozjuszonym turem. Widząc niebezpieczeństwo w jakiem się sama i rycerz znajdują, chwyta bez namysłu głaz i trafnym rzutem zabija tura. Rycerz, zawdzięczający Golankównie swe życie, zapala się ku niej, wyznaje swą miłość, a pozyskawszy wzajemność, zabiera ją wraz z ojcem do swych rodziców, gdzie ich z całą wspaniałością przyjęto, i dzień ślubu naznaczono.

(według O. Kolberga)




 



Restauracja Piwnica pod Nietoperzem

 





Restauracja pod Bocianem

 


Wypożyczalnia Rowerów w Ojcowie

 





Podkategorie

Rezerwacja Pokoju

Dziękujemy za wybór Willi Zacisze! Aby dokonać rezerwacji prosimy o uzupełnienie poniższego formularza. Państwa rezerwacja zostanie potwierdzona mailem.